Posts Tagged With: Wielkanoc

Jak powinna wyglądać Wigilia Paschalna?

Już po mszy świętej Wigilii Paschalnej, pierwszej mszy świętej wielkanocnej. Poświęcono ogień i wodę, zaśpiewano uroczyste Alleluja, można na nowo cieszyć się życiem ze Zmartwychwstałym. Wróciłem wieczorem z tej najbardziej uroczystej mszy roku i postanowiłem podzielić się moimi przemyśleniami na temat tego, co powinno mieć miejsce – a czego często nie ma – w czasie Wigilii Paschalnej. Na początek jeszcze zaznaczę, że Wigilia Paschalna jest pierwszą mszą świętą wielkanocnej niedzieli, w związku z czym nie ma już obowiązku uczestnictwa w kolejnej mszy w ciągu dnia. Przejdźmy jednak do tych najbardziej kontrowersyjnych punktów największej z liturgii.

1. Na zewnątrz ma panować ciemność.

Podstawowym błędem bardzo często popełnianym przez kapłanów sprawujących mszę wigilijną jest fakt, że godzina rozpoczęcia nie gra dla nich roli. Zaczynają sprawowanie Wigilii Paschalnej o 18, czyli jak zwykle. Czasem o 19 – to już nieco lepiej. Rzadko kiedy spoglądają jednak do kalendarza, by dowiedzieć się o której godzinie zajdzie słońce. A to ma znaczenie, ponieważ według kościelnej tradycji, zaczerpniętej jeszcze od starożytnych Izraelitów, nowy dzień rozpoczyna się po zmroku. Skoro zaś Chrystus zmartwychwstał w nocy z soboty na niedzielę (wg rachuby Żydów już w niedzielę), to nie wolno rozpoczynać świętowania przed zachodem słońca. Jeśli komuś bardzo się spieszy, niech się zastanowi, czy warto. Jeśli tradycyjna msza pasterska w Boże Narodzenie może zaczynać się o północy, jaki jest problem z podobnym rozpoczęciem Wigilii Paschalnej? Wydaje mi się, że znam przeszkodę – są nią tzw. Rezurekcje o świcie. Ale to nie powinno być dla nikogo usprawiedliwieniem.

2. W kościele również ma panować ciemność.

Liturgia światła polega na tym, że wnoszony jest do kościoła zapalony od ogniska paschał. Kapłan wchodzi i śpiewa „Światło Chrystusa”, a lud odpowiada „Bogu niech będą dzięki”. Wówczas to wspólnota ma być pogrążona w całkowitej ciemności (ciemno na zewnątrz, ciemno w środku), a jedynym źródłem światła powinien być płomień paschału. Nie może być tak, że lektor czyta komentarz, w którym jest mowa o całkowitym mroku, a kościelny wcale nie wyłącza lamp, tylko co najwyżej przygasza je. Cały symbol i istota wnoszenia światła do świątyni przestaje istnieć.

3. Szaty liturgiczne mają być białe.

Kolor szat oddaje nastrój panujący w Kościele. Biel oznacza radość zmartwychwstania i czystość sług Bożych. Żaden inny kolor – ani złoty, ani srebrny – nie oddadzą tej czystości, która ma nam przypominać Chrystusa przemienionego na Górze Tabor, ale i przemieniającego się wobec nas.

4. Paschał ma być zrobiony z pszczelego wosku.

Paschał, który wnosi się na początku liturgii do kościoła, i który ma służyć wspólnocie przez następny rok, musi być wykonany z pszczelego, najlepiej białego wosku. Nie może być tak, że proboszcz dla wygody stosuje plastikowy zastępnik, na którym tylko przekleja cyferki, by zmienić datację tuby. Niezwykle zabawnie, ale i nieszczerze, brzmią słowa Exsultetu śpiewanego na początku mszy: „W tę noc pełną łaski przyjmij, Ojcze Święty, wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju. Znamy już wymowę tej woskowej kolumny, którą na chwałę Boga zapalił jasny płomień. Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku, żywi się bowiem strugami wosku, który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła”, kiedy okazuje się, że świeca jest plastikowa…

5. Msza Wigilii Paschalnej ma być koncelebrowana.

Ogólny Wstęp do Mszału Rzymskiego, podstawowe narzędzie liturgiczne tłumaczące sposób celebrowania Eucharystii, podkreśla wyraźnie, że „Każdemu kapłanowi wolno sprawować Eucharystię pojedynczo, jednakże nie w tym samym czasie i nie w tym samym kościele lub kaplicy, gdzie odbywa się koncelebracja. W Wielki Czwartek oraz w Wigilię Paschalną nie wolno celebrować indywidualnie” (OWMR 199). W związku z powyższym nie może być tak, że – zwłaszcza przy obecności większej liczby księży w parafii – mszę świętą Wigilii Paschalnej celebruje jeden kapłan. Sam niestety byłem świadkiem sytuacji, w której wszyscy księża uczestniczą w uroczystym wejściu do kościoła, jednak potem rozchodzą się do konfesjonałów (w Wigilię Paschalną, kiedy każdy wierny powinien już dawno zadbać o czystość swojej duszy!) czy do zbierania tacy, a przy ołtarzu zostaje jeden kapłan. W Wigilię Paschalną taka sytuacja jest niedopuszczalna! Najlepiej, aby wszyscy parafialni kapłani koncelebrowali tę mszę.

6. Jezus nie wraca na noc do grobu!

Niesamowicie frustrujące jest, kiedy po zakończeniu pierwszej uroczystej wielkanocnej mszy świętej, słyszy się od kapłana słowa, że tego samego dnia i jutro od 5.00 będzie można jeszcze adorować Ciało Pana Jezusa – a potem celebrans chowa Hostię do monstrancji i odnosi ją ponownie, do grobu Pańskiego. Zdarzyło mi się słyszeć z ust kapłana słowa: „Zaśpiewaliśmy uroczyste Alleluja, ale Jezus pozostaje jeszcze w grobie do Rezurekcji. Zapraszamy na mszę świętą o szóstej rano”. To wierutna bzdura! Msza Wigilii Paschalnej jest pierwszą mszą niedzielną i pierwszą mszą zmartwychwstania. Po tym wydarzeniu Chrystus jest już zmartwychwstały, nie kładzie się jeszcze do grobu na parę godzin drzemki. Nie adoruje się Go w grobie, bo „taka jest tradycja”. Tradycja w tym wypadu jest zła. A Chrystusa adorujemy – owszem – ale zmartwychwstałego!

7. Nie ma obowiązku zrywania się bladym świtem.

Tak naprawdę nie ma obowiązku zrywania się w ogóle. Właśnie dlatego, że msza święta Wigilii Paschalnej jest już mszą niedzielną – i kto weźmie w niej udział, obowiązek uczestnictwa we mszy w Wielkanoc ma już zaliczony. Kolejną frustrującą rzeczą jest przyspieszanie i skracanie Wigilii Paschalnej, by móc się zerwać z łóżka i popędzić na Rezurekcje. Owszem, można to zrobić, a tradycja uczestnictwa w kolejnej mszy świętej jest akurat naprawdę chwalebna. Jednak nie ma takiego obowiązku, a już na pewno nie ma sensu przymuszać kogokolwiek, by wstawał z samego rana, tym samym przykładając mniejszą wagę do tej najważniejszej Eucharystii.

Oczywiście liturgia Wigilii Paschalnej składa się jeszcze z wielu innych elementów (np. z dużej liczby czytań). To są jednak te rzeczy, które przykuły moją największą uwagę, ponieważ bardzo łatwo, w pewnej nieświadomości, popełnić w tych przypadkach szereg błędów. Co naprawdę często możemy obserwować w naszych parafiach. Wam jednak życzę jak najlepszego przeżywania liturgii wielkanocnych i radosnych świąt Wielkanocy, czyli zmartwychwstania Pańskiego.

____________________________________

We wpisie zastosowano ilustrację przedstawiającą liturgię Wigilii Paschalnej za: http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/news.php?s=opoka&id=37167

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Ile dni trwa Wielki Post?

wielkipostWielki Post trwa czterdzieści dni. To powszechnie wiadomo. Zaczyna się w Środę Popielcową – to też wszyscy wiedzą. A kończy się… No właśnie. Kiedy się kończy? Jeśli zaczyna się w Środę Popielcową, a trwa 40 dni, to jego koniec wypada w Niedzielę Palmową. Jednak pościć należy do Wigilii Paschalnej (Msza święta wieczorem w sobotę), do tego momentu nie śpiewa się też „alleluja”, lecz „chwała Tobie, Słowo Boże” lub „chwała Tobie, Królu Wieków”. Pojawiła się więc opinia – i jeśli przejrzymy podpowiedzi po wpisaniu w google słów „Ile trwa Wielki Post”, to okaże się ona dominująca – że do liczby 40 dni nie wlicza się 6 niedziel, które mają rangę uroczystości i z tego powodu są radosne.

Usłyszałem podobne twierdzenie z ust księdza w czasie mszy świętej, którą celebrował głównie dla dzieci. Usprawiedliwiał tym twierdzeniem fakt, że msza dla dzieci w jego wykonaniu była niezwykle skoczna, rozśpiewana i roztańczona. Można tańczyć i szaleć – mówił – ponieważ niedziele nie wliczają się do Wielkiego Postu. Jeśliby policzyć w ten sposób, Wielki Post rozpoczynałby się w Środę Popielcową, a kończył w Wielką Sobotę. Teza ta ma jednak pewne znaczące ograniczenia.

Po pierwsze: w żadną niedzielę wypadającą w czasie trwania Wielkiego Postu nie śpiewa się „alleluja”. Po drugie: w większość – poza czwartą i ostatnią – niedziel nie zakłada się szat liturgicznych w kolorze innym niż fioletowy. Do tego kolor różowy zakładany w czwartą niedzielę – Laetare – jest „radośniejszą” obocznością fioletu, zaś czerwień Niedzieli Palmowej symbolizuje mękę Pana Jezusa. Fiolet oznacza okres postu i nie odchodzi się od niego przez wzgląd na uroczysty charakter niedzieli, nawet czwartej – tej radośniejszej. Po trzecie: we wszelkich lekcjonarzach i kościelnych dokumentach niedziele nazywane są pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą i szóstą niedzielą Wielkiego Postu. Nie zaś niedzielami niewchodzącymi w skład Wielkiego Postu. Po czwarte wreszcie: Wielki Czwartek, Piątek i Sobota nie są już z całą pewnością dniami Wielkiego Postu, należą bowiem do Triduum Paschalnego, które jest osobnym okresem liturgicznym.

Teza, powszechnie lansowana, o niewchodzeniu niedziel w skład Wielkiego Postu musi zatem upaść. W efekcie wychodzi na to, że Wielki Post trwa 43 dni i tym razem pada teza o tym, że ma trwać 40. Zatem niektórzy podają, że Wielki Post trwa ok. 40 dni. To błąd, który ma zamaskować trudności w dookreśleniu. Nie ma tu bowiem żadnego „około”, czas między Środą Popielcową a Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego jest zawsze taki sam, a nie przybliżony.

Żeby znaleźć prawdziwą odpowiedź na pytanie, kiedy kończy się Wielki Post, wystarczy sięgnąć do lekcjonarza mszalnego, lub spojrzeć na dowolną stronę prezentującą czytania liturgiczne. Poniedziałek po Niedzieli Palmowej jest w lekcjonarzach nazwany Wielkim Poniedziałkiem, wtorek – Wielkim Wtorkiem, a środa – Wielką Środą. Wszystkie te dni, łącznie ze świętym Triduum Paschalnym, wchodzą w skład Wielkiego Tygodnia, bezpośrednio poprzedzającego uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego.

Należy zatem stwierdzić, że Wielki Post rzeczywiście trwa czterdzieści dni, zaczyna się w Środę Popielcową, a kończy w Niedzielę Palmową, która zamyka okres Wielkiego Postu i rozpoczyna Wielki Tydzień, będący jego bezpośrednim przedłużeniem. Cały ten czas kończy się w Wigilię Paschalną, a więc w sobotę, ale po zachodzie słońca.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie ze strony http://parafiarudnawielka.pl/nabozenstwa-wp/. Autorem zdjęcia jest Jakub Szymczuk. Adres autora: http://www.silaobrazu.pl/

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy

Wigilia Paschalna, a nie Rezurekcje!

Wielkanoc jest najważniejszym świętem chrześcijaństwa, choć najstarsi górale mogliby powiedzieć, że chodzi jednak o Boże Narodzenie. Jednak to nie Boże Narodzenie obchodzi się w Kościele praktycznie od zawsze i to nie narodziny Jezusa są bezpośrednią przyczyną naszego zbawienia, lecz właśnie Jego śmierć i zmartwychwstanie. Świętując Boże Narodzenie radujemy się ze zstąpienia Słowa Bożego na Ziemię, jednak to świętując Wielkanoc płaczemy nad śmiercią Słowa w znaczeniu ludzkim i przeżywamy zmartwychwstanie i wybawienie dusz, które są bezpośrednimi celami całego tego Boskiego spektaklu.

W tradycji polskiej przyjęło się, że najważniejszą mszą w najważniejszym święcie są Rezurekcje (lub Rezurekcja – prawidłowo). Rezurekcja zaczyna się rano, bladym świtem, najlepiej jeszcze przed wschodem słońca lub równo z nim. Ludzie przychodzą na nią świeżo wybudzeni, zaspani, trzeźwi ich poranny chłód. W związku z koniecznością porannego wstawania mszę świętą w Wigilię Paschalną odprawia się wcześnie, opornie i w pośpiechu, żeby ludzie zdążyli się wyspać. Żeby wyspać się zdążył ksiądz.

W tym myśleniu jest błąd. W całym bowiem Kościele katolickim to msza święta Wigilii Paschalnej jest najważniejszym ze wszystkich punktów kalendarza liturgicznego. Nie jest to msza w Wielką Sobotę, lecz już pierwsza msza Niedzieli Wielkanocnej, już pierwsza msza po zmartwychwstaniu. Poważnym naruszeniem liturgicznym jest, z jakiegokolwiek powodu, celebrowanie tej mszy przed zmrokiem. Wigilia Paschalna musi się bowiem zaczynać już w nocy, to jest po zachodzie słońca. Tak też oto nie odprawia się mszy ani w Wielki Piątek, ani w Wielką Sobotę, msza Wigilii jest już bowiem mszą Niedzieli Zmartwychwstania, choć data zdaje się mówić co innego.

Rozwiązaniem tego dylematu jest kalendarz Żydów. Pewnie nieraz zdarzyło Wam się zetknąć z informacją, że Pan Jezus leżał w grobie 3 dni, tak jak Jonasz w rybie. Z czystej matematyki wychodzi jednak, że leżał w grobie jeden dzień z hakiem, a ten hak był mały. Zmarł w piątek popołudniu. W niedzielę o świcie już Go w grobie nie było. Czysty rachunek: Jezus nie żył przez dzień do półtora. Skąd więc trzy? Należy sobie przypomnieć, że Żydzi północy nie uważali za linię graniczną kolejnych dób. Nowy dzień zaczynał się ze zmrokiem, wówczas też kończył się poprzedni. Otóż Jezus zmarł i został pochowany w ostatnich godzinach przed piątkowym zachodem słońca. Grzebano Go w popłochu, żeby zdążyć przed szabatem (sobotą), w którą dodatkowo wypadała Pascha (najważniejsze żydowskie święto). Tak więc Jezus leżał w grobie w piątek. Potem była sobota, szabat i Pascha, aż słońce nie zaszło ponownie. Dziewczęta z wonnościami zbliżyły się do grobu w niedzielę około świtania, ale Jezusa już tam nie było. Zmartwychwstał więc w nocy – a cała noc to była już niedziela, jak mówią najstarsi Żydzi. Tak więc Jezus leżał w grobie również w sobotę (całą) i w niedzielę (kawałek). A więc: trzy dni leżał w grobie. To mi się skojarzyło, żeby odbiec od tematu, ze Staszkiem, który zdaniem Mamusi Cytrynny jest już czterolatkiem, choć skończył dopiero rok.

Stąd też zasada działająca w Kościele, że ostatnia msza w sobotę jest już odprawiana z formularza niedzieli, ponieważ liczy się jako niedzielna. Stąd też, bez wyjątku w tej kwestii, msza święta w Wigilię Paschalną (a więc po Wielkiej Sobocie) jest już mszą Zmartwychwstania. Musi się jedynie zaczynać po zmierzchu, bo według tradycji żydowskiej po zmierzchu jest już niedziela, a Pan Jezus zmartwychwstał po zmierzchu, acz przed świtem, a o której – tego nie wiedzą ani najstarsi Żydzi, ani najstarsi górale.

Msza święta Wigilii Paschalnej jest więc najważniejszym momentem całego roku liturgicznego – odbywa się około momentu faktycznego powstania Pana z grobu tych kilka tysięcy lat wcześniej. Same Rezurekcje nie są jednak również celebrowane bezpodstawnie. Msza święta o świcie związana jest z momentem, w którym kobiety przyszły do grobu i nie zastały tam Jezusa. Nie jest to więc tradycja, którą należy za wszelką cenę wytępić i odrzucić. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że to nie jest pierwsza, lecz już druga msza Niedzieli Zmartwychwstania. Że po Wigilii nie wsadzamy Jezusa do grobu jeszcze na kilka godzin i że nie wyciągamy Go procesyjnie jeszcze raz. Że alleluja uroczyście już rozbrzmiało. Jeśli chcemy, wstańmy o świcie na Rezurekcje, ale pamiętajmy że prawdziwa Rezurekcja, czyli Zmartwychwstanie, odbyło się w nocy.

Są też tacy, którzy uważają, że najważniejszym momentem w roku liturgicznym jest święconka. Pozwólcie, że powiem tylko: nie, nie jest. Bez święconki całe święta będą równie ważne. Pójdźmy do kościoła w sobotę wieczorem, a nie tylko w sobotę przed południem.

Wszystkim Wam życzę prawdziwej radości z Chrystusowego Zmartwychwstania! Alleluja!

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy

Pusty grób

To właśnie dziś rano, kiedy część z nas, podobnie jak Maria Magdalena, wybierze się do grobu Pańskiego, odkryje, że jest on pusty. Oczywiście, ci którzy byli na mszy Wigilii Paschalnej już to wiedzą, ci którzy wstaną rano na Rezurekcje dopiero zauważą.

Pusty grób to bardzo poważny problem teologiczny. Położono do grobu martwe ciało, postawiono straże, zapieczętowano wejście, ustawiono ciężką skałę. Mimo tego kamień jest odwalony, pieczęć zerwana, straże jakby zabite. Co może być tego powodem? Josh McDowell twierdzi, że grób jest znakomitym dowodem Zmartwychwstania. Mój promotor Józef Kulisz sądzi jednak inaczej. Dla niego pusty grób jest tylko nieznaczącym argumentem, na podstawie którego wiele rzeczy można by udowodnić. „Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28, 11-15). Dla ówczesnych Żydów pusty grób oznaczał, że uczniowie wykradli ciało Chrystusa, już to z wielkiej do Niego miłości, już w celu rozgrywania swoich zmartwychwstańczych gierek. „Do dnia dzisiejszego” oznacza – do dnia pisania Ewangelii. Ale nie tylko! Biblia jest aktualna we wszystkich miejscach i czasach – i dziś również istnieje szereg teorii, które próbują ukazać, że Jezus prawdziwie nie zmartwychwstał. Że to jest wielkie oszustwo.

Temat zmartwychwstania, wszystkie teorie pustego grobu, śmierci pozornej itp. do rozważenia szerzej, kiedy indziej. Dowody i dowodziki – do rozpatrzenia, potwierdzenia czy obalenia. Dziś tylko chciałem przypomnieć, jak wielu uczniów widziało Jezusa już po Zmartwychwstaniu. Jak wielu z Nim rozmawiało, rozpoznawało Go, oddawało Mu cześć. Ilu widziało Go wstępującego do nieba. Ilu wyznaczył rolę w powstającym Kościele. Wreszcie – ilu ludzi współcześnie ma z Nim kontakt. Rozmawia z Nim w modlitwie, adoruje w kościele, przyjmuje Jego Ciało i Krew w Eucharystii.

Chrystus zmartwychwstał prawdziwie! Alleluja!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Cierpliwość

Wczoraj Jezus umarł. Zmartwychwstanie jutro. Wydaje się, że Wielka Sobota to najbardziej marazmatyczny i flegmatyczny dzień w historii.

W Kościele tego nie widać. Wstajemy rano, szykujemy koszyczki, wędrujemy na poświęcenie. Wieczorem już, po zachodzie słońca, odprawimy pierwszą wielkanocną Mszę świętą. Cały czas ruch, cały czas coś się dzieje. Ostatnie zakupy, ostatnie porządki, ostatnie wypieki i dogotowywania. Ale pomyślmy jak to wyglądało wtedy, kiedy Jezus umarł po raz pierwszy, prawdziwie. „Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza. Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu. Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: «Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: „Po trzech dniach powstanę”. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: „Powstał z martwych”. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze». Rzekł im Piłat: «Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie». Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż. Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób” (Mt 27, 56-66, 28, 1). Wiemy, że Józef pochował Jezusa i zamknął wejście do grobu, oraz że Maria Magdalena i druga Maria zostały przy grobie. To było w piątek. Wiemy też, że nie siedziały tam bez przerwy, ponieważ w niedzielę rano wróciły do grobu Jezusa. Co działo się w sobotę? Wiemy tylko, że po dniu Przygotowania Piłat i arcykapłani zabezpieczyli grób, żeby „ten oszust” Jezus nie wyszedł przypadkiem. Gdzie byli wtedy apostołowie? Gdzie Maria Magdalena i druga Maria? Gdzie Maria – Matka Jezusa? O czym myśleli, co przeżywali? Na co czekali?

Przez całą sobotę nic się nie działo. Nie licząc tego, że to był szabat (dzień odpoczynku), a zarazem największa żydowska uroczystość – święto Paschy. Nie oszukujmy się jednak – skoro Ewangelia nie opisuje w żaden sposób obchodów tego święta, nie miało ono wówczas dla uczniów Jezusa większego znaczenia. Może nawet brali udział w celebracjach, bo tak nakazywało Prawo, ale czy było to dla nich przeżycie duchowe? Można sobie wyobrazić uczucia, które w nich panowały. Zawód tym, że Jezus miał zbawić naród żydowski, a umarł na krzyżu. Zwątpienie w cel oczekiwania i w ogóle cel dalszego życia. Rozgoryczenie i samoubiczowanie duchowe Piotra po trzykrotnym wyparciu się Pana. Smutek, cierpienie, rozpacz. Niedowierzanie. Nadzieję? Wszak Jezus obiecywał przecież, że na tym się nie skończy. Że trzeciego dnia odbuduje świątynię. Siostry Łazarza pamiętały o obietnicy zmartwychwstania. Mówi się, że Matka Jezusa trwała w oczekiwaniu na to, co przyniesie kolejny dzień. Ale sobota trwała 24 godziny. To były prawdopodobnie najdłuższe 24 godziny w dziejach świata. Wątpię, by oczekiwanie Świadków Jehowy na rychły koniec czasów dłużyło się bardziej, niż uczniom Jezusa owe 24 godziny.

Ale spójrzmy na to trzeźwo – my wiemy już, co się zdarzy. Zaczniemy się z tego cieszyć zanim się jeszcze zdarzy. Polska tradycja Rezurekcji jest bardzo piękna, ale przecież już w sobotę wzniesiemy radosne Alleluja na pamiątkę zdarzenia, które będzie miało miejsce jakieś 9 do 10 godzin później. W noc Zmartwychwstania. A wtedy, 2000 lat temu, uczniowie przeżywali niesprawiedliwą śmierć najukochańszej osoby, mając może niewielką, niezauważalną nadzieję, czy raczej naiwną tęsknotę, że to jeszcze nie koniec. My trwamy w radosnych (nie do końca słusznie) przygotowaniach. Oni – trwali w marazmie i zwątpieniu. Dla wszystkich Jezus tak samo zmartwychwstał. Tylko oni jeszcze o tym nie wiedzieli.

Kiedy jeszcze byłem w seminarium, jeden z księży wykładowców powiedział, że ten, kto pozwala sobie na spanie w noc Zmartwychwstania zamiast czuwać, chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, co się wówczas dzieje. I ja w tamtym roku próbowałem nie spać. Ale zanotowałem w pamiętniku, który w tamtych czasach pisywałem, że to zupełnie bez sensu. Bo przecież uczniowie Jezusa, Jego Matka, czy Maria Magdalena, która rankiem poszła do grobu, prawdopodobnie tę noc, lepiej czy gorzej przespali. A nawet jeśli nie mogli usnąć, to nie dlatego, że oczekiwali Zmartwychwstania, lecz z żalu i smutku za ukochanym. Nikt nie widział zmartwychwstania i nikt nie czekał na nie przy grobie. Zastali Jezusa już zmartwychwstałego.

Wśród Jezusowych błogosławieństw dziś właśnie brakuje mi takiego: „Błogosławieni cierpliwi, albowiem oni oglądać będą Zmartwychwstałego”.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 5 Komentarzy

Pan Jezus poszedł do więzienia

Dziś już Wielki Piątek, wczoraj Wielki Czwartek. Choć mam tendencje do rozpisywania się nad suchą teologią czy problemami społecznymi, zaś z rzadka i z trudem przychodzi mi pisać o sprawach związanych z duchowością, w okresie wielkanocnym i przedwielkanocnym aż szkoda nie spróbować się wysilić. Zwłaszcza że teologia teologią, ale bez wiary pozostaje tylko suchą wiedzą. Na tematy fantasy.

Nie przygotowałem się do tej Wielkanocy przesadnie. Byłem u spowiedzi i odbyłem rekolekcje, ale trochę na odczepnego. Gdyby nie to, że trzeba było pójść na rekolekcje z uczniami w roli nauczyciela-opiekuna, pewnie w ogóle by mnie w tym roku ominęły. Nie, nie jestem suchym teologiem bez oparcia na Bogu. Jednak moja gorliwość zdecydowanie pozostawia wiele do życzenia.

Niemniej jednak w uroczystościach Triduum Paschalnego uczestniczyć uwielbiam. Przez tych kilka dni w roku warto wywędrować na parę godzin do kościoła, przeżyć te nietypowe obrzędy i wczuć się w całe misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Poszedłem więc z moim synem na 19 na liturgię Wielkiego Czwartku. Dziewczyny zostały asekuracyjnie w domu, na wypadek gdyby Mała zachciała jeść w trakcie nabożeństwa. Syn dość szybko usnął i przespał swoje, jak to miewa ostatnio w zwyczaju podczas pobytu w kościele. Jednak kazanie okazało się być tak niemożebnie długie, że zdążył się rozbudzić przed tacą. A potem – ku mojemu zdziwieniu – wczuł się w przebieg liturgii. Najbardziej zainteresowały go kołatki. O tyle, że były głośne, stukały i nie pozwalały mu ponownie oddać się w objęcia Morfeusza (Zamiast tego musiał oddawać się w ramiona Trinity – Trójcy Świętej. Oj, coś mi to wszystko zalatuje jakimś Neo… neopogaństwem? Może raczej neokatechumenatem… A idź ty z tą grą słów!). Ale później dopiero popadł w zadumę. Dokładnie w momencie, gdy księża wyprowadzili Ciało Chrystusa z górnego do dolnego kościoła, gdzie zorganizowano ciemnicę. G.M. zadał mi pytanie: „Gdzie schowali Pana Boga?” Ponieważ trwała adoracja, podeszliśmy po cichutku do dolnego Tabernakulum, w którym tymczasowo przebywał Jezus i wszystko dokładnie małemu wyjaśniłem. Pokazałem mu, gdzie i dlaczego schowany jest Pan Jezus i co się z Nim działo, i co się będzie działo.

Po powrocie do domu G.M. wybrał się porozmawiać z mamą. Mama wyjaśniła mu, że zbliżają się święta – Wielkanoc – i będziemy czcić w tym czasie zmartwychwstanie Jezusa. W tej chwili malec zadziwił mamę, odpowiadając: „A dzisiaj Pan Jezus jest w więzieniu”.

Może i poszedł spać o 2 godziny później niż zazwyczaj, ale co przeżył i czego się dowiedział, to jego. Niesamowicie jest patrzeć, jak twoja własna latorośl przygotowuje się do świadomego oddawania czci Bogu. Jak interesuje się prawdami wiary na swój własny, dziecięcy sposób. Trudno, nawet jeśli dziś znów ma pójść spać później, zabiorę go na misterium Męki Pańskiej. Niech ma!

I Wam również życzę dobrego przeżycia liturgii Wielkiego Piątku, całego Triduum, a na wypadek, gdybym miał tu już do tego czasu nie zajrzeć, również wesołych Świąt i radości z panowania Zmartwychwstałego!

A trollom pozwalam korzystać z wolności słowa…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zapomniałeś

Gdy przebywaliśmy w moim rodzinnym domu w okresie świąt Wielkanocnych nadarzyła się okazja do pewnej dyskusji z jedną z bliskich mi osób. Dyskusja była w zasadzie monologiem dotyczącym braku moralności w Kościele na różnych etapach dziejów oraz tego, jak losy świata zmieniały się przez ludzi, którzy chcieli dobrze i z Bogiem na ustach zabijali innych ludzi. Oczywiście punktem wyjścia był Stary Testament, gdzie Bóg wybrał naród, który miał nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek niszczyć inne narody. Dalej były krucjaty, a wreszcie Adolf Hitler i jego „Got mit uns”. Przy okazji wspomniano też o Stalinie, który chciał dobrze i mu nie wyszło (acz z Bogiem nie miał wiele wspólnego). To wszystko jest więc dowodem na to, że religia jest zła z natury i wykorzystuje się ją do władania światem. Wszystko oparte na Gazecie Wyborczej i tym podobnych źródłach (w których dziś jest aż tłoczno od dodatków o Janie Pawle II).

Jest jedna rzecz, którą należałoby powiedzieć mojemu rozmówcy, ale nie tylko jemu: „Zapomniałeś o zmartwychwstaniu”. W uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego zapomniałeś o Zmartwychwstaniu Pańskim! Zapomniałeś o wielu rzeczach, które sprowadzić można do słów „Historia Zbawienia”. Zapomniałeś, że Bóg nie powołał narodu żydowskiego po to, by zawładnęli światem niepodzielnie, lecz po to, by przygotował drogę dla Mesjasza, Syna Bożego, którym jest sam Jezus Chrystus. Owszem, Narodowi tak się przez długi czas wydawało. Byli pewni, że będą rządzić światem, aż do dnia gdy nie napadła ich Babilonia i nie zmiotła Izraela z powierzchni ziemi. Potem zaś nadal byli pewni, że przyjdzie Mesjasz – Król – i ich wyzwoli spod panowania babilońskiego, perskiego, greckiego, rzymskiego. Później przecież także islamskiego. Teraz mają swój kraj, teren państwa i walczą z Palestyńczykami, którzy byli tam przecież pierwsi… I wciąż czekają na Mesjasza, który ich wyzwoli! Bo Judaizm jest religią oczekiwania – Żydzi będą czekać wiecznie. I się nie doczekają, bo Mesjasz przyszedł.

Mesjasz od dawna jest na świecie. Dawno temu przyniósł wyzwolenie – najpierw Żydom, a potem wszystkim innym. Nie było to wyzwolenie narodowe, lecz dużo głębsze i ważniejsze, bo duchowe. Jezus Chrystus wyzwolił nas przez swoją śmierć. Tu pojawia się kolejny raz, kiedy należy przytoczyć myśl wyżej wymienionej osoby: Cóż to za ojciec (Bóg), który skazuje swojego syna (Jezusa) na śmierć? Co to za tata, który zabija własne dziecko? I tu znowu trzeba powiedzieć: zapomniałeś. Zapomniałeś, że Jezus wyzwolił nas przez swoją śmierć i przez swoje zmartwychwstanie. Pokonał śmierć i powiedział, że i my ją pokonamy, jeśli za Nim pójdziemy. Bóg nie chciał Go zabić. On chciał dać życie – nam wszystkim!

Zapomniałeś! Kościele, zapomniałeś o zmartwychwstaniu wysyłając swych rycerzy na krucjaty; paląc czarownice na stosach; sprzeciwiając się naukowym odkryciom. Hitlerze, zapomniałeś o zmartwychwstaniu krzycząc „Got mit uns” i zabijając Żydów, których ów Got wybrał sobie, by wszystko objawić. Zapomniałeś o tym, że Pismo Święte należy odczytywać w świetle Nowego Testamentu, a Nowy Testament w świetle Ewangelii. Zapomniałeś człowieku i czas najwyższy, byś sobie przypomniał! Zapomniałeś, że bez Jezusa Chrystusa Biblia jest tylko bezsensowną książeczką o zabijaniu. Że natchnienie Ducha Świętego i Objawienie dotyka całej Biblii tylko o tyle, o ile dotyka ono słów Jezusa Chrystusa.

Zapomniałeś, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,16).

Odrzućmy więc oskarżenia skierowane w stronę Boga Starego Testamentu zapominając o tym, co objawił na koniec. Odrzućmy ataki na „wierzących” którzy wybrali sobie kawałek i myślą, że to całość. Wyrzućmy w przyszłym roku kartki z króliczkami, jajeczkami, kurczaczkami i w przyszłym roku wyślijmy te z wizerunkiem Zmartwychwstałego. Wyślijmy życzenia „Błogosławieństwa Chrystusowego” zamiast „Mokrego dyngusa”. Nie zapominajmy już więcej. Bo Chrystus Zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja!

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 2 Komentarze

Czy KUL jest cool?

W oktawie Wielkanocy nie skupię się na zmartwychwstaniu naszego Pana i Zbawiciela – choć pewnie powinienem. Napiszę natomiast o czymś, co zaintrygowało mnie i podjudziło do wypowiedzenia się. Jak zauważyliśmy, regularnie dwa razy roku, w drugi dzień każdych świąt, zamiast kazań czy homilii słyszymy odczytywany (nieraz w telegraficznym skrócie) list rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dodatkowo tego dnia taca w całym polskim Kościele zbierana jest na potrzeby tegoż uniwersytetu. Ludzie gotowi dać dużo – w końcu to niezwykle szlachetny cel. Takim się przynajmniej wydaje na pierwszy rzut oka.

Pamiętam odbywającą się w czasach ostatnich debatę nad zmianą systemu finansowania KUL przez budżet państwa. O tej zmianie, którą udało się wprowadzić, pisał zresztą rektor w swoim liście z okazji tegorocznej Wielkanocy. Jak dowiadujemy się z informacji podawanych przez kai chodziło o zwiększenie finansowania – które jak pamiętamy słusznie się należy uniwersytetowi jako placówce publicznej i państwowej. Dotychczas bowiem opłacano z budżetu tylko pensje pracowników i zaspokajano potrzeby eksploatacyjne. Od niedawna państwo współfinansuje również planowane inwestycje – w tym powstające „Centrum Transferu Wiedzy”. Jak mówiłem – KUL, jako uczelnia państwowa – ma prawo do tego typu finansowania.

Jak wiemy, Katolicki Uniwersytet Lubelski (Jana Pawła II) jest również uczelnią katolicką. Z tego tytułu należy mu się więc również finansowanie kościelne. Stąd też dwa razy do roku taca w okresie świątecznym (zauważmy – jest to okres, w którym do kościoła „wpadają” także ci, których w innych porach roku nie uświadczysz – i oni też dorzucą swoje trzy grosze) przeznaczona na potrzeby KUL. Zwróciliśmy uwagę, że państwo finansuje pensje pracownicze, opłaty eksploatacyjne, a od niedawna również część inwestycji. Taca, z pewnością dość spora, nie ma już więc za bardzo co robić. Zawsze znajdzie się jednak coś, co się nada. Dlatego podobno Katolicki Uniwersytet Lubelski pięknieje z dnia na dzień (co chyba nie zawsze jest konieczne).

Piszę „podobno”, bo sam tam nie studiuję. Osobiście jestem studentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na KUL studiuje jednak moje rodzeństwo. Jako swój kierunek wybrali anglistykę. Siostra jest na trzecim roku i ma za zadanie wybrać sobie specjalność. Tak naprawdę nie wahałaby się ani przez chwilę – szła na anglistykę od razu z zamiarem skończenia translatoryki. To samo zamierzał brat, który idzie już trybem dwustopniowym. W tym roku siostra dowiedziała się, że translatoryki wybrać już nie może. No, nie za darmo przynajmniej. Jeśli ktoś, kto obecnie jest na III roku, chce zostać tłumaczem, musi zainwestować 1000 złotych na semestr (czyli w sumie 4000 złotych). Podobno. Oczywiście szedł na te studia z planem ukończenia translatoryki, ale bez wiedzy o opłatach. Czyj to problem?

Tak, wiem, Katolicki Uniwersytet Lubelski rządzi się takimi prawami, jak każda placówka. Są publiczne (opłacane z budżetu państwa) uczelnie, które każą sobie płacić za poprawki na przykład. Można. Tylko nie wiem, czy katolickiej uczelni, dodatkowo opłacanej z tacy wiernych, dzięki temu pnącej się dzielnie ku górze (choć podobno akurat parking, który budują, jest podziemny), wypada robić takie rzeczy. Wypada w ten sposób oszukiwać swoich studentów. Zwłaszcza, gdy pisze się w liście do całego polskiego Kościoła słowa takie jak na przykład: „Z troską pochylamy się nad analizą potrzeb edukacyjnych młodzieży, jej zainteresowań i preferencji”.

Pomyślałem nad napisaniem jakiejś petycji czy listu, czy czegoś w tym rodzaju. Potrzebuję jednak najpierw znaleźć coś, co świadczyłoby o tym, że to wszystko nie tylko „podobno”. Jeśli to prawda – to znajdzie się prędzej czy później…

A tak przy okazji – kto mi powie, czy na UKSW albo na Papieską Akademię Teologiczną też jest zbiórka tacy w polskim Kościele? A jeśli nie – to dlaczego?

Życzę Wam wszystkim wiary w Zmartwychwstałego i zmartwychwstanie – zarówno Jego, jak i nasze. Alleluja!

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Bojkot Bożego Narodzenia

Osobiście znam trzy osoby, które to zrobiły. Ale choćbym nie znał ani jednej, nie mam wątpliwości, że jest ich więcej. Dużo więcej.

W okolicy Bożego Narodzenia zwróciłem uwagę, że kilkoro moich znajomych, wierzących i praktykujących katolików, uczestnicząc w mszach świętych nie przystępowało do Komunii. Później okazywało się, że z różnych powodów nie przyjęli wcześniej sakramentu pojednania. Powody można by wymieniać. Strach przed spowiedzią. Zatwardziałość w grzechach. Brak skruchy i woli poprawy. Albo za długa kolejka do konfesjonału. Jakiekolwiek by nie były, doprowadziły do wystawienia Pana na próbę. Kolejną próbę.

Bóg przychodzi na świat, rodzi się w stajence. Pragnie też urodzić się w każdym z nas. Dać nam szansę zacząć na nowo. Ale my z powodu własnych słabości i braku zaufania każemy mu czekać. Ciągle czekać. Buntujemy się przeciw Jego miłości. Nie chcemy, by się urodził w nas.

Bojkotujemy Boże Narodzenie.

Gdy dowiedziałem się o tym, o każdym z tych trzech przypadków, zrobiło mi się bardzo przykro. Nie, nie miałem do nikogo żalu. Nie złościłem się na nikogo. Tylko łzy cisnęły mi się do oczu w smutku wywołanym ciemnością panującą w człowieku, której nawet rodzący się Bóg nie jest w stanie pokonać. Bo my nie chcemy Mu na to pozwolić.

Dlaczego dziś piszę o tym, zapytacie. Przecież Boże Narodzenie minęło trzy miesiące temu. Za trzy dni Wielkanoc. Już nie rodzi się Bóg. Już Zmartwychwstaje…

Otóż właśnie dlatego. Dlatego, że jedna z tych znanych mi osób poszła do spowiedzi kilka dni temu. Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna, z bojkotem Bożego Narodzenia po drodze. Dlatego, że nadchodzi Wielkanoc, w czasie której Chrystus chce zmartwychwstać. Także zmartwychwstać w nas. Piszę to, bo macie jeszcze czas. Jeszcze te trzy dni na nawrócenie. Na pojednanie z Panem.

Na to, by nie pozwolić sobie na komfort bojkotu Wielkanocy…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 24 Komentarze