Posts Tagged With: Wielki Post

Powrót do postu Daniela

Być może niektórzy czytelnicy pamiętają mój pierwszy wpis dotyczący tzw. postu Daniela. Niektórzy z pewnością trafiają na niego kiedy googlują internet w poszukiwaniu odpowiedzi. To było pięć lat temu, w marcu 2014. Dawno i – wydawać by się mogło – nieprawda. Bo post przeszedłem krótko, potem wróciłem do niezdrowych nawyków żywieniowych i zarówno waga ciała, jak i kłopoty zdrowotne z nią związane, powróciły do poprzedniego stanu. Klasyczny efekt jojo. Poza tym jestem typowym facetem bekonowym, który lubi zjeść wszystko co tłuste, umami i z sosem. Mimo tego ten Wielki Post zaczął się wyjątkowo.

Ponowną fascynację postem Daniela (dziś fachowo nazywa się to „dieta warzywno-owocowa dr Ewy Dąbrowskiej” i – co ciekawe – opatrzone jest znakiem zastrzeżonym) przeżyła moja żona, która wprawdzie sama nie może się w nim zagłębić, bo karmi piersią dziecko czwarte, ale postanowiła przekonać mnie do ponowienia próby, tym razem z naciskiem na przejście wszystkich etapów po kolei i bez naginania zasad. Do dziś bowiem pamiętam, jak wtedy, pięć lat temu, wyglądało moje „wychodzenie” z postu. Skończyłem wyznaczone sobie bodajże dwa tygodnie, kupiłem batonika i kawę, i dostałem takiego kopa że śmiałem się i tańczyłem przez prawie cały dzień. Tymczasem nie na tym polega wychodzenie. W sumie nie na tym polega wychodzenie z jakiejkolwiek diety, ale na poście Daniela, kiedy dostarcza się organizmowi minimum kalorii, a poza tym tylko witaminy i minerały, widać to szczególnie.

Żona przeżyła fascynację i odkryła, że po tych latach kwestie dotyczące postu nieco się zmieniły. Ewa Dąbrowska nadal jest główną osobą dającą wytyczne, ale przedsięwzięcie przejęła jej synowa. Powstały nowe książki, nie oparte już na audycjach z Radia Maryja, lecz profesjonalne poradniki dietetyczne. Kupiliśmy je tuż po środzie popielcowej, ale mój post Daniela zaczął się równo z początkiem Wielkiego Postu. Tym razem postanowiliśmy pójść na całość. Zatem moja dieta oparta na warzywach (niestrączkowych i nie ziemniakach) oraz wybranych owocach (jabłka, grejpfruty, kiwi do smaku i cytryna) zaczęła się w środę popielcową i ma trwać sześć tygodni. Teraz jestem za połową – i jest dobrze. Fascynuje mnie fenomen, że dr Ewa Dąbrowska podkreśliła, że właściwa dieta nie powinna trwać dłużej, niż 6 tygodni. To niemal idealnie tyle, ile trwa Wielki Post. Sześć tygodni mojego postu zakończy się kilka dni przed Wielkanocą. A w Wielkanoc będę mógł nawet zjeść jajko! Z majonezem! Ponieważ jest to jedna z możliwości, które człowiek otrzymuje kiedy zacznie proces wychodzenia z postu Daniela.

Kiedyś nie przypuszczałem, że mogę przetrwać bez jedzenia mięsa nie Wielki Piątek i Popielec, ale także cały Wielki Post. Tymczasem nie jem nie tylko mięsa, ale także chleba, produktów zbożowych i mlecznych, cukrów i ciastek, roślin strączkowych, ziemniaków i większości owoców (które zawierają dużo cukru). I czuję się dobrze – wręcz bardziej wypoczęty i z lepszą kondycją, niż przed postem. Czy mam jakieś problemy? Największy to oczywiście fakt, że nie mam przyjemności z jedzenia. Jak już napisałem jestem fanem umami – mięsa i tłuszczu. Warzywa zjadam bo muszę. Na szczęście nie jestem już dzieckiem, które nie zje brokuła bo jest ble, kropka. Jem warzywa i część potraw, które przygotowuje mi żona jest całkiem smaczna. Mimo tego mam nadal chęć na wieśmaka z frytkami. Albo kawałek ciasta. Mimo tego wyjątkowo nie ulegam pokusom. Postanowiłem i z Bożą pomocą trzymam się postanowienia. Odmawiam konsekwentnie uczniom, którzy co chwila częstują mnie cukierkami albo czipsami. Trochę są zdziwieni, bo zawsze byłem fajnym panem, z którym można było pogadać przy prażynkach – a teraz można tylko pogadać. Ale konsekwentnie tłumaczę, że poszczę i nie robię wyjątków.

Pewnie część z Was zastanawia się nadal o co chodzi z tymi jajkami w majonezie. Jak to możliwe, że tuż po wyjściu ze ścisłego postu można wsuwać majonez i nie mieć efektu jojo? Po pierwsze nie można oczywiście jeść majonezu przez cały czas (tak jak ja, kiedy miałem zaznaczyć „coś, co mógłbym jeść przez cały dzień” wpisałem „majonez kielecki”), lecz w ograniczonych dawkach. Po drugie zaś proces wychodzenia zaczyna się właśnie od dodania do diety jajek i tłuszczu. Dość dużych ilości tłuszczu, ponieważ należy w pierwszej kolejności uzupełnić zasoby energetyczne, które spaliło się w trakcie postu. Co więcej – cukry (w tym pieczywo) wprowadza się bardzo delikatnie dopiero przy końcówce wychodzenia. Dieta warzywno-owocowa ma za zadanie przyzwyczaić nas bowiem do tego, że po poście właściwym sposobem energetyzowania organizmu jest dostarczanie mu tłuszczu. Jak bowiem wiemy dwa składniki odżywcze dostarczają energii organizmowi. Są to tłuszcze i cukry. Cukry są potrzebne głównie przy potrzebie nagłego zastrzyku energii, który nie potrwa długo (patrz – moja przygoda z kawą i batonem). Tłuszcze zaś spalają się długo i są bardziej wydajne, dostarczając energii równomiernie, choć bez nagłych eksplozji energetycznych. Cały post polega tak naprawdę na spalaniu tego tłuszczu (i innych, bardziej groźnych dla zdrowia elementów), które przed postem się w nas odłożyły. Później te tłuszcze należy dostarczać, ale pamiętając o kontrolowaniu się. Nazywa się to dietą ketogeniczną – kiedy to organizmowi dostarcza się duże ilości tłuszczu, a małe węglowodanów i utrzymuje się organizm w żywieniu tłuszczami właśnie. Ostatecznie oczywiście należy przejść na zdrowe żywienie – po procesie wychodzenia bilansuje się dietę (szczególnie polecam tutaj portal vitalia.pl, który pomaga nie tylko schudnąć, ale też utrzymać się przy zdrowym trybie życia).

Czy to znaczy, że już nigdy nie zjem hamburgera w Maku? Nie sądzę. To znaczy, że jeśli będę wystarczająco zdeterminowany, nauczę się to kontrolować. Z Bożą pomocą nauczę się jeść racjonalnie i wypad do McDonalda po drodze na wakacje albo smażona ryba w Broku raz w miesiącu nie spowodują u mnie efektu jojo. Będzie dobrze dopóki będę umiał się kontrolować. Ale jeśli przetrwam bez większych problemów (psychicznych) niemal cały Wielki Post na warzywach, a potem także proces wychodzenia, to wierzę, że uda mi się utrzymać proces zdrowego żywienia w przyszłości. A może nawet wyrobię sobie kondycję fizyczną i stanę się wreszcie szczupłym, wysportowanym i przystojnym mężczyzną? Proszę Was o wsparcie modlitewne. Dziękuję.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Warzywa, pobrane ze strony https://pixabay.com/pl/photos/warzyw-warzywo-kosz-%C5%BCniwa-ogr%C3%B3d-752153/
2. Nowe pozycje książkowe dotyczące diety warzywno-owocowej, pobrane ze strony https://bonito.pl/k-1786441-pakiet-dieta-warzywno-owocowa-dr-ewy-dabrowskiej?gclid=Cj0KCQjwyoHlBRCNARIsAFjKJ6DvhpS2-NksODzg1G0hMOUnE5Nj9mJyn4hX6In4jiW0_lvt7C_n4qIaAi9ZEALw_wcB

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Ile dni trwa Wielki Post?

wielkipostWielki Post trwa czterdzieści dni. To powszechnie wiadomo. Zaczyna się w Środę Popielcową – to też wszyscy wiedzą. A kończy się… No właśnie. Kiedy się kończy? Jeśli zaczyna się w Środę Popielcową, a trwa 40 dni, to jego koniec wypada w Niedzielę Palmową. Jednak pościć należy do Wigilii Paschalnej (Msza święta wieczorem w sobotę), do tego momentu nie śpiewa się też „alleluja”, lecz „chwała Tobie, Słowo Boże” lub „chwała Tobie, Królu Wieków”. Pojawiła się więc opinia – i jeśli przejrzymy podpowiedzi po wpisaniu w google słów „Ile trwa Wielki Post”, to okaże się ona dominująca – że do liczby 40 dni nie wlicza się 6 niedziel, które mają rangę uroczystości i z tego powodu są radosne.

Usłyszałem podobne twierdzenie z ust księdza w czasie mszy świętej, którą celebrował głównie dla dzieci. Usprawiedliwiał tym twierdzeniem fakt, że msza dla dzieci w jego wykonaniu była niezwykle skoczna, rozśpiewana i roztańczona. Można tańczyć i szaleć – mówił – ponieważ niedziele nie wliczają się do Wielkiego Postu. Jeśliby policzyć w ten sposób, Wielki Post rozpoczynałby się w Środę Popielcową, a kończył w Wielką Sobotę. Teza ta ma jednak pewne znaczące ograniczenia.

Po pierwsze: w żadną niedzielę wypadającą w czasie trwania Wielkiego Postu nie śpiewa się „alleluja”. Po drugie: w większość – poza czwartą i ostatnią – niedziel nie zakłada się szat liturgicznych w kolorze innym niż fioletowy. Do tego kolor różowy zakładany w czwartą niedzielę – Laetare – jest „radośniejszą” obocznością fioletu, zaś czerwień Niedzieli Palmowej symbolizuje mękę Pana Jezusa. Fiolet oznacza okres postu i nie odchodzi się od niego przez wzgląd na uroczysty charakter niedzieli, nawet czwartej – tej radośniejszej. Po trzecie: we wszelkich lekcjonarzach i kościelnych dokumentach niedziele nazywane są pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą i szóstą niedzielą Wielkiego Postu. Nie zaś niedzielami niewchodzącymi w skład Wielkiego Postu. Po czwarte wreszcie: Wielki Czwartek, Piątek i Sobota nie są już z całą pewnością dniami Wielkiego Postu, należą bowiem do Triduum Paschalnego, które jest osobnym okresem liturgicznym.

Teza, powszechnie lansowana, o niewchodzeniu niedziel w skład Wielkiego Postu musi zatem upaść. W efekcie wychodzi na to, że Wielki Post trwa 43 dni i tym razem pada teza o tym, że ma trwać 40. Zatem niektórzy podają, że Wielki Post trwa ok. 40 dni. To błąd, który ma zamaskować trudności w dookreśleniu. Nie ma tu bowiem żadnego „około”, czas między Środą Popielcową a Niedzielą Zmartwychwstania Pańskiego jest zawsze taki sam, a nie przybliżony.

Żeby znaleźć prawdziwą odpowiedź na pytanie, kiedy kończy się Wielki Post, wystarczy sięgnąć do lekcjonarza mszalnego, lub spojrzeć na dowolną stronę prezentującą czytania liturgiczne. Poniedziałek po Niedzieli Palmowej jest w lekcjonarzach nazwany Wielkim Poniedziałkiem, wtorek – Wielkim Wtorkiem, a środa – Wielką Środą. Wszystkie te dni, łącznie ze świętym Triduum Paschalnym, wchodzą w skład Wielkiego Tygodnia, bezpośrednio poprzedzającego uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego.

Należy zatem stwierdzić, że Wielki Post rzeczywiście trwa czterdzieści dni, zaczyna się w Środę Popielcową, a kończy w Niedzielę Palmową, która zamyka okres Wielkiego Postu i rozpoczyna Wielki Tydzień, będący jego bezpośrednim przedłużeniem. Cały ten czas kończy się w Wigilię Paschalną, a więc w sobotę, ale po zachodzie słońca.

____________________________________

We wpisie zastosowano zdjęcie ze strony http://parafiarudnawielka.pl/nabozenstwa-wp/. Autorem zdjęcia jest Jakub Szymczuk. Adres autora: http://www.silaobrazu.pl/

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 8 Komentarzy

Środa, Piątek, ona w ciąży

W każdy piątek poza kilkoma wyjątkami, gdy wypada uroczystość lub jej oktawa, obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Zasada, z którą kłócić się można, niektórym wydaje się dziwna, bo można zamiast kiepskiej szynki zjeść łososia albo sushi, albo kawior; albo – do czego czepiał się niedawno Jan Turnau – aligatora. Zatem zamiast zwykłego mięska można zjeść wodny rarytas. Mniejsza z tym, tradycja niejedzenia mięsa pochodzi z dawnych czasów, gdy to mięso właśnie było raczej rarytasem, a post jakościowy (czyli wstrzemięźliwość) jest raczej czymś symbolicznym. Ma to swoje uzasadnienie w tym, że czcimy dzień śmierci Jezusa, poprzez wybrany sposób poszczenia. W tradycji jest to właśnie wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

postTroszeczkę inaczej sprawa ma się z dwoma dniami w ciągu roku: Środą Popielcową i Wielkim Piątkiem (do niedawna obejmowało to jeszcze trzeci dzień, Wigilię Bożego Narodzenia, ale dziś to już tylko tradycyjny obrząd). Wówczas, oprócz wstrzemięźliwości obowiązuje jeszcze post ilościowy. Oznacza on, że można zjeść trzy posiłki w ciągu dnia. Dwa „po trochu”, a więc do podtrzymania życia (dajmy na to jeden sucharek, albo jabłko), a jeden do syta, a więc żeby się najeść. Wiem z doświadczenia dość dziwnego, i to nie tylko z Wigilii, ale i ze Środy Popielcowej, że w efekcie dwa posiłki bywają do syta, a trzeci okazuje się być taką mega wyżerką, jaką rzadko się spotyka w codzienności. Tak na przykład wyglądała moja Środa Popielcowa w seminarium. Tak czy inaczej, jeśli chcemy rzeczywiście zastosować się do nakazu wstrzemięźliwości i postu, musimy się nie najadać (posiłek „do syta” to normalny np. obiad, a nie jakiś przesadnie przerośnięty). Jak te zasady prezentują się według przepisów?

Kan. 1252 – Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły czternasty rok życia, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, aż do rozpoczęcia sześćdziesiątego roku życia. Duszpasterze oraz rodzice winni zatroszczyć się o to, ażeby również ci, którzy z racji młodszego wieku nie związani jeszcze prawem postu i wstrzemięźliwości, byli wprowadzeni w autentyczny duch pokuty.

Zatem mięso w piątki jeść mogą nasze dzieci, aż nie skończą 14 lat. Ilościowo poszczą dopiero osiemnastolatkowie (!) i tylko pięćdziesięciodziewięciolatkowie. Wcześniej i później ten rodzaj postu ich nie dotyczy. Co jednak z kobietami w ciąży?

fast-food-ciazaPiszę tę notkę, ponieważ temat dotyczy kilku moich znajomych kobiet, w tym również mojej żony. Temat wywołuje kontrowersje, a przepisy kościelne nie wspominają nic o dyspensie dla pań spodziewających się dziecka. Z prostego rozumienia przepisów należy zatem wyczytać, że matka, jeśli ukończyła już 14 lat, powinna się powstrzymać od spożywania mięsa w piątki i Środę Popielcową. Jeśli zaś ukończyła 18 lat, powinna również w Środę i Piątek ograniczyć ilościowe spożycie. I pojawiają się głosy, że przeciętna kobieta w ciąży nie powinna mieć problemów z niejedzeniem mięsa raz w tygodniu, jak również z ilościowym ograniczeniem dwa razy w ciągu roku. Pojawiają się jednak również takie głosy, które podkreślają, że niektóre kobiety na konkretnych etapach ciąży mają bardzo ograniczone preferencje żywieniowe, mogą jeść tylko konkretne rzeczy, a inne powodują u nich mdłości i wymioty. Jeśli mają możliwość jedzenia wyłączenie mięsa, nie powinno się im zabraniać zjedzenia jakiegokolwiek posiłku. Ja dołożę do tego od siebie informację, że kobieta w ciąży powinna jeść często i regularnie. Tak, jak dla zdrowego życia należy posiłkować się pięć razy dziennie, ale raz na jakiś czas można się ograniczyć, tak kobieta nosząca pod swoim sercem dodatkowe życie nie powinna tego typu ograniczeń wprowadzać. Decyzja o ograniczeniu jedzenia może nawet po jednym dniu zmienić układ sił w organizmie na niekorzyść, wprowadzić zamieszanie w wynikach badań itp. Nie mówiąc już o sytuacji, w której kobieta będąc w ciąży choruje na cukrzycę lub inne ciężkie choroby. Wówczas nie widzę żadnego powodu, by zmuszać taką niewiastę do ograniczania się.

Choć nie ma żadnych wytycznych w Kodeksie Prawa Kanonicznego odnośnie wstrzemięźliwości kobiet w ciąży, a czytając tekst KPK powinniśmy raczej uznać, że należy powstrzymać się od mięsa i najadania nawet gdy jest się w błogosławionym stanie, myślę że warto pamiętać o bardzo ważnych słowach Chrystusa: „Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?». On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu»” (Mk 2,23-28). Ten jeden fragment oczywiście nie powoduje negacji całego prawa i wszystkich przepisów, które nas obowiązują w Kościele. Prawo i dokumenty Kościoła są po to, by kierować ludem, by prowadzić go. By pokazywać gdzie jest jeszcze Kościół, a gdzie tylko jego parodia. Jednak Jezus podkreślił, że On jest panem szabatu i że nie ma konieczności, by wszystkich praw przestrzegać z linijką w ręku. I ja sądzę, choć nie wypowiadam się tu jako znawca i bez powagi nauczania Kościoła katolickiego, że podobnie sytuacja się ma w stosunku do kobiet w ciąży.

Kobieto, nosisz pod swoim sercem malutkie dziecko, nowego człowieka! Twoim prawem jest usiąść w pociągu czy tramwaju (albo autobusie). To Ty decydujesz o tym, czy poprosisz kogoś, by ustąpił Ci miejsca albo przepuścił w kolejce do kasy. Oczywiście znajdą się zawsze niezadowoleni, którzy będą narzekać. Ale to Ty jesteś w specjalnej sytuacji i masz do tego prawo. Podobnie z postem w Środę Popielcową czy każdy piątek. To Ty decydujesz, czy przegłodzenie się nie przyniesie szkód Tobie i Twojemu dziecku, czy masz szansę przeżyć jeden dzień tak, żeby było trochę pod górkę. Jeśli jednak miałabyś mdleć, wymiotować czy słabnąć, jeśli Twoje wyniki miałyby się pogorszyć, a co za tym idzie – miałyby pogorszyć się warunki zdrowotne, to nie wahaj się zrezygnować z poszczenia, nawet w Wielki Piątek, nawet w Środę Popielcową. To post został ustanowiony dla Ciebie, a nie Ty dla postu!

Nawet jeśli znajdą się tacy, którzy będą ględzić. Ględzą w tramwaju i w kolejce do kasy, będą i ględzić w Wielki Piątek. Ale to Ty jesteś w ciąży. I naprawdę najlepiej zdajesz sobie sprawę, co jest dla Was lepsze!

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Post o chlebie i wodzie, pobrane ze strony http://www.emaus.czest.pl/
2. Fast-Food w ciąży, za stroną http://www.przyslijprzepis.pl/artykul/fast-food-w-czasie-ciazy

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 6 Komentarzy

Post Daniela

Trwa ten szczególny okres w roku liturgicznym, jakim jest Wielki Post. Jest to okres przygotowania do misterium śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, który obchodzimy na pamiątkę czterdziestodniowego pobytu Jezusa na pustyni, gdzie sam pościł i znosił cierpliwie kuszenie szatana. Innym przełożeniem 40 dni może być 40 lat błądzenia Izraela przed dotarciem do Ziemi Obiecanej, albo 40 dni i 40 nocy dryfowania arki Noego po wodach potopu. Wszystkie te sytuacje związane były z odosobnieniem, odseparowaniem nieskończonymi połaciami terenu – piasku lub wody – i ogromem zaufania Bogu.

W ramach przeżywania Wielkiego Postu chciałbym zaproponować sposób na oczyszczenie organizmu, ale też zrzucenie zbędnych kilogramów, które odłożyły się u wielu w trakcie zimy (albo, jak w moim przypadku, przez lata zaniedbań). Tym sposobem jest tzw. post Daniela, inaczej zwany dietą Ewy Dąbrowskiej (od nazwiska osoby, która tę dietę opracowała), ew. pół-głodówką. Polecam tę dietę tutaj, na blogu, ponieważ nie stanowi ona wyłącznie dobrego sposobu na schudnięcie, ale również oczyszcza organizm, a co za tym idzie, również ludzkiego ducha. Zastanówmy się na czym polega taka dieta, zanim wykażę dlaczego wpływa ona pozytywnie na ciało i ducha.

Nazwa „Post Daniela” wzięła się od biblijnego proroka Daniela. W księdze poświęconej temu prorokowi możemy przeczytać historię o tym jak on i trzej jego przyjaciele odmówili jedzenia królewskiego pożywienia, by się nimi nie kalać:

„Daniel powziął postanowienie, by się nie kalać potrawami królewskimi ani winem, które [król] pijał. Poprosił więc nadzorcę służby dworskiej, by nie musiał się kalać. Bóg zaś obdarzył Daniela przychylnością i miłosierdziem nadzorcy służby dworskiej. Nadzorca służby dworskiej powiedział do Daniela: «Obawiam się, by mój pan, król, który przydzielił wam pożywienie i napoje, nie ujrzał, że wasze twarze są chudsze niż [twarze] młodzieńców w waszym wieku i byście nie narazili mojej głowy na niebezpieczeństwo u króla». Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: «Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś». Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie. A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie. Strażnik zabierał więc ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny” (Dn 1,8-16).

warzywa_1_1Z powyższego fragmentu można wywnioskować, że Daniel wraz z przyjaciółmi odmówili spożywania mięsa i innych pokarmów królewskich, zamiast tego decydując się na warzywa i wodę, ale ich ufność w Panu była tak wielka, że zamiast wychudnąć czy nawet umrzeć z głodu, po dziesięciu dniach byli zdrowsi i lepiej wyglądali niż ci, którzy żywili się mięsem z królewskiego stołu. Całe to opowiadanie przywodzi na myśl wielkość i wszechmoc Boga, bo przecież w normalnych warunkach, żywiąc się wyłącznie warzywami przez dziesięć dni, można zejść z tego świata. Prawdą jest jednak oczywiście, że Bóg jest wielki, ale prawdą jest też, że w tym przypadku raczej zadziałały zwyczajne procesy biologiczne, które okazały się łatwe do wyjaśnienia, a które m.in. dr Ewa Dąbrowska postanowiła opisać. Pisząc swoje artykuły czy mówiąc audycje w Radiu Maryja, pani doktor podkreślała, że problemem dzisiejszego społeczeństwa jest strach przed głodem. Ludziom wydaje się, że skoro mają swobodny dostęp do jedzenia, powinni się objadać, jeść na zapas czy zwyczajnie jeść co popadnie. Kiedy dowiadują się, że ktoś żyje dobrze jedząc tylko warzywa, myślą że to cudowny człowiek – jedzenie bowiem warzyw, a przy tym niejedzenie mięsa kojarzy się z głodzeniem się. Co więcej, odrzuca się tu nie tylko mięso, ale też wszelkie produkty zbożowe, cukry, skrobię itp. Jeśli powiedzieć o tym zwykłemu zjadaczowi chleba (nomen omen), zdziwi się mocno, że w ogóle można tak przeżyć dłużej niż w Wielki Piątek i Środę Popielcową.

Strach zatem przed uczuciem głodu sprawia, że nie potrafimy wyobrazić sobie życia na samych warzywach, choćby przez kilka dni. Tymczasem okazuje się, że jest to możliwe. Czy jedzenie samych warzyw jest pożywne? Nie. Tak naprawdę robiąc to nie dostarczamy do organizmu nic poza wodą, witaminami i solami mineralnymi. Oczywiście w warzywach występuje też białko, tłuszcz czy cukry, ale w porównaniu do mięsa, masła, słodyczy – w znikomym stopniu. Wyklucza się dlatego z diety warzywa wysokobiałkowe, jak fasola i inne rośliny strączkowe. Jak więc można przeżyć nie dostarczając organizmowi niemal żadnych składników odżywczych? Można, pod warunkiem, że nie jest się skrajnie wychudzonym.

Dieta warzywno-owocowa opiera się bowiem na żywieniu wewnętrznym. Organizm, któremu dostarcza się wyłącznie minerałów i witamin, oraz błonnika, po kilku dniach biologicznie zauważa, że nie może przeżyć, jeśli nie zacznie spożywać. Ponieważ jednak nie dostaje składników odżywczych zaczyna spalać to, co już w sobie posiada. Czy oznacza to, że stracimy mózg i zaczniemy głupieć? Albo mięśnie nóg i przestaniemy chodzić? W żadnej mierze! Dopóki nie jesteśmy skrajnie wychudzeni, organizm spala to, co jest dla niego zbędne, niekonieczne do przeżycia. Spożywanie wewnętrzne zaczyna się więc od tłuszczu, który odkładamy sobie na czarną godzinę, przez co jesteśmy grubi (nie wszyscy oczywiście, ale ja na przykład jestem). Przy okazji spalają się wszystkie złogi, uszkodzone komórki, organizm zużywa stare, martwe komórki ciała odłożone gdzieś w organizmie. Pozbywa się cholesterolu z krwi, kwasów ze stawów, wszelkich fizycznych rzeczy mogących powodować schorzenia. Ze względu na to już kilka dni po rozpoczęciu diety warzywnej, zamiast zmarnieć i rozchorować się, człowiek nabiera energii, odczuwa większą chęć do życia. Jeśli miał trądzik, trądzik zaczyna się cofać. Jeśli miał łupież, łupież znika. Przechodzą bóle mięśni, mijają bóle głowy, wszelkie symptomy chorobowe, a nawet naturalna skłonność do chorowania jest redukowana.

Nie jest zbyt kolorowo przez pierwsze dni. Towarzyszy człowiekowi uczucie głodu, ale także pojawiają się nieznośne bóle głowy, nadmierna potliwość itp. Jest to spowodowane tym, że organizm walczy z „dostawcą” pożywienia, usiłując namówić go na dostarczenie składników odżywczych. Myślę, że ten fakt dotyczy wszystkich sytuacji w których organizm jest przyzwyczajony do czegoś (nie chcę tu używać słowa „uzależniony”) i przestaje to coś otrzymywać. Tak jest przy odstawianiu każdej używki: alkoholu, papierosów czy kawy (a w diecie warzywno-owocowej zaleca się odstawienie każdego z powyższych), tak też musi być, kiedy przestaje się jeść. Już po dwóch-trzech dniach jednak nasze ciało zaczyna rozumieć, że z obiadu nici i przestawia się na żywienie wewnętrzne. Znikają bóle, a człowiek zaczyna wracać do zdrowia. Znika także poczucie głodu, przyzwyczajamy się do tego, że żywimy się tylko tym, co mamy w sobie.

Co można jeść w czasie postu Daniela? Przede wszystkim wiele warzyw, bez dodatku śmietany, serów itp., jedynie z niektórymi przyprawami (np. sól wolno). Odrzucamy jednak warzywa wysokokaloryczne czy wysokobiałkowe. Odpadają ziemniaki, bób, fasola i inne strączkowe. Pozostają wszelkie brokuły, marchewki, kalafiory, rzodkiewki, pomidory, pietruszki itp. Wybór jest wielki. Ja na przykład lubię sobie nadziać paprykę cukinią, cebulą, pomidorkiem i wrzucić do piekarnika. Oczywiście nie smażymy, jedynie gotujemy, najlepiej na parze, albo pieczemy w piekarniku. Możemy jeść też trzy owoce: jabłka, grejpfruty i cytryny. Postać każda: zarówno na surowo, jak i w postaci zup czy soków. Pijemy zarówno dużo wody, jak i – jak już wspomniałem – soki, a także słabą herbatę. Kawa, alkohol, wszystkie napoje słodzone (także słodzikiem, który truje organizm) odpadają.

cialo-i-ducha-ratowac-zywieniem-9788370191375Na początku sam do owej diety podchodziłem sceptycznie. Kolegę, który mówił o oczyszczeniu i o zwiększeniu energii raczej ironicznie skrytykowałem. Ale później postanowiłem spróbować i – mimo początkowego zwątpienia – nie pożałowałem. Obecnie trwam na niej po raz trzeci, chcę spróbować wytrwać jak najdłużej w czasie Wielkiego Postu (zalecany czas to od dwóch do sześciu tygodni, gdyż niektóre procesy chorobowe cofają się dopiero pod koniec tego okresu). Jedyne co mi przeszkadza w tym, co pisze czy mówi p. doktor Ewa Dąbrowska, to przesada w próbie uargumentowania postu Daniela w sposób teologiczny. Rozumiem doskonale podciągnięcie pod tę dietę samej Księgi Daniela, gdzie rzeczywiście wykazane jest ewidentne zbawienne działanie podobnego sposobu żywienia. Problem sprawiają mi fragmenty wywodu mówiące o początkach człowieka (Adam i Ewa) i ich życiu w Raju. Ewa Dąbrowska twierdzi, że człowiek od początku stworzony został do jedzenia wyłącznie roślin, bo jak głosi Księga Rodzaju: „I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem” (Rdz 1,29). Zatem dopiero grzech spowodował, że człowiek zaczął spożywać mięso. Nie zagłębiając się w to, czy opowieść o Raju była prawdziwa, czy to tylko mit mający zobrazować działanie Boga w świecie, należy podkreślić, że jedzenie mięsa nie jest niczym grzesznym, złym, a także niezdrowym. Sama pani doktor podkreśla, że skończywszy dietę warzywno-owocową należy przejść na zdrowe żywienie, w skład którego wchodzą ryby i drób, a więc mięso. Post Daniela ma za zadanie oczyścić ludzki organizm, ale nie jest docelowym sposobem żywienia – choć oczywiście zagorzali weganie wprowadzą do diety ziemniaki, zboże i soję i już zachowają „rajskie” zalecenia przy jednoczesnym mniej-więcej zdrowym odżywianiu. Mnie zwyczajnie nie pasuje podciąganie historii o stworzeniu świata pod własną ideologię, żeby usprawiedliwić czy znobilitować dietę, którą się promuje.

Mimo mankamentów polecam jeszcze raz dietę, zwłaszcza osobom mającym kłopoty ze zdrowiem, a przede wszystkim z nadwagą, nadciśnieniem i cholesterolem. Zapraszam na oficjalną stronę doktor Ewy Dąbrowskiej w celu zapoznania się ze szczegółami. Polecam też jej książkę „Ciało i ducha ratować żywieniem” jako lekturę na Wielki Post.

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Warzywa i owoce, pobrane ze strony http://mojafirma.infor.pl/nieruchomosci/ogrod/warzywa/306200,Owoce-i-warzywa-w-czerwcu.html
2. Ewa Dąbrowska, „Ciało i ducha ratować żywieniem” i „Przywracać zdrowie żywieniem”, pobrane ze strony http://www.nokaut.pl/ksiazki/cialo-i-ducha-ratowac-zywieniem-9788370191375.html#pid=119468&cid=6

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 10 Komentarzy

Jak zachęcać do wyrzeczeń wielkopostnych

W zeszłym tygodniu, przebywając z Małżonką w jej rodzinnym mieście, wybraliśmy się na mszę. Usłyszałem tam kazanie skierowane do dzieci przez proboszcza przybytku. Kazanie owo oburzyło mnie podobnie, jak większość kazań tegoż księdza, choć tym razem Małżonka nie zgodziła się ze mną. Ksiądz przekonywał dzieci, że należy podejmować wyrzeczenia wielkopostne. Miał oczywiście rację – wyrzeczenia wielkopostne to bardzo ważny element przeżywania przygotowania do Zmartwychwstania Pana. Można jednak zachęcać do wyrzeczeń w sposób lepszy, albo w sposób gorszy.

Podczas kazania ksiądz zapytał dzieci, czy mają w domu internet. Chciał namówić je do wejścia na stronę diecezji. Jedno z dzieci odparło, że mają internet, bo są gry w internecie. Stwierdzenie wywołało wesołość w świątyni, jednak na twarzy proboszcza owa wesołość nie wystąpiła. Ksiądz zaczął bowiem przekonywać dzieci, że rezygnacja z gier w internecie jest bardzo dobrym wyrzeczeniem na okres Wielkiego Postu. Padło kilka argumentów, między innymi to, że gry komputerowe niczego nie wnoszą w nasze życie, tylko zabierają czas. Gdy zaś przypomniano o szatanie, który kusił Jezusa na pustyni, proboszcz wspomniał o tym, że szatan również nas kusi do złych rzeczy, na przykład do grania w gry internetowe. Podobny sposób nakłaniania do wyrzeczeń mnie oburzył, moje oburzenie oburzyło jednak moją Małżonkę, która z proboszczem się zgodziła. Ja nie mogłem się z nim zgodzić – nie tylko dlatego, że lubię grać w gry w internecie. Wyjaśnię za chwilę dlaczego.

Po pierwsze, jeśli uważamy, że coś jest z gruntu złe, nic nie wnosi, tylko marnuje czas, to nie możemy namawiać do rezygnacji z tego w okresie Wielkiego Postu. Sam pamiętam sytuację, gdy jeden mój znajomy, nieżonaty, zdecydował się w okresie Wielkiego Postu wyrzec seksu. Tego typu wyrzeczenie jest bez sensu, ponieważ współżycie pozamałżeńskie jest grzechem i należy z niego zrezygnować natychmiast w całej rozciągłości, a nie odmówić go sobie na 40 dni. Podobnie ma się sytuacja jeśli chodzi o gry: skoro uważam, że gry nic nie dają, że to szatan przekonuje nas do grania w gry, to należy natychmiast zakazać grania i przekonać dzieci o grzeszności tego procederu, zamiast namawiać do rezygnacji z grania w okresie Wielkiego Postu.

Po drugie możemy jednak założyć, że granie w gry nie jest złem samym w sobie. Podobnie jak złem nie jest alkohol jako taki, złe jest jedynie niewłaściwe i nadmierne picie. Gry komputerowe to sposób rozrywki, oczywiście wciągającej i uzależniającej, ale nie wyłącznie marnującej czas. Sam obserwuję mojego syna, który ma pozwolenie na granie na komputerze po kilkadziesiąt minut raz na kilka dni i widzę, jak go to rozwija (np. doskonali umiejętności koncentracji i kojarzenia faktów w grze, w której trzeba trafić i zbić kilka kulek o tym samym kolorze). Że przytoczę przy tym fragment tekstu z niezastąpionej Wikipedii: „Gry komputerowe niezaprzeczalnie wywierają znaczący wpływ na gracza. W przypadku regularnej gry dochodzi do przekształceń w mózgowiu na skutek uzależnienia; zarazem jednak ćwiczą one zdolności manualne przydatne w karierze zawodowej, ćwiczą szybsze podejmowanie decyzji w prawdziwym życiu, a w niektórych okolicznościach poprawiają u graczy umiejętność rozróżniania odcieni szarości. Niektóre gry są wykorzystywane także w celach terapeutycznych, na przykład do zwalczania depresji. Dzieła interaktywnej rozrywki mogą też służyć do ćwiczenia zdolności logicznego myślenia i wnioskowania, a także rozwiązywania problemów metodą prób i błędów; ich walory edukacyjne są wykorzystywane przez wojsko”. Gry uzależniają, dlatego należy koniecznie ograniczać dostęp do nich zarówno dzieciom, jak i sobie. Jednak również rozwijają najróżniejsze umiejętności. No i oczywiście dostarczają rozrywki. Nie są więc złe jako takie. To sprawia, że można poświęcić się i zrezygnować z grania w okresie Wielkiego Postu. Pod warunkiem, że nie jest się jeszcze uzależnionym – wówczas należy przejść na odwyk, jak w przypadku alkoholu.

By przekonać kogoś do wielkopostnych wyrzeczeń, np. rezygnacji z grania w gry, picia alkoholu, jedzenia fast-foodów, należy najpierw podkreślić, że te rzeczy nie są złe. Wyrzekamy się korzystania z czegoś dobrego czy neutralnego dla większego dobra. Kiedyś napisałem notkę o mojej dobrowolnej abstynencji, właśnie w tym kontekście. Oczywiście ciężko zrezygnować z czegoś przyjemnego, ale właśnie o to chodzi w wyrzeczeniach wielkopostnych. Na kazaniu skierowanym do dzieci widzę młodego księdza, pozbawionego uprzedzeń do gier komputerowych, być może osobiście grającego. Mówiącego o swoim własnym wyrzeczeniu, które podjął, rezygnując z gier. Przekonując dzieciaczki, że dla dobrego przygotowania do Wielkanocy warto zrezygnować z czegoś, co się lubi. Że można dzięki temu odkryć inne atrakcyjne kwestie, jak czytanie książek. Że granie, jedzenie słodyczy, McDonaldów, picie kakao, czy – u osób dorosłych – kawy czy piwa jest bardzo przyjemne, może być interpretowane jako dobre, a przynajmniej jako neutralne, ale rezygnacja z tego na czas określony lub, w skrajnych przypadkach (jak moja abstynencja) nieograniczony prowadzi do wyższego dobra.

Podsumowując: uważam, że rezygnacja z gier komputerowych na okres Wielkiego Postu jest bardzo dobrym pomysłem. Nie dlatego jednak, że gry nie służą niczemu, poza stratą czasu i szatan osobiście namawia nas do grania w okresie Wielkiego Postu, lecz dlatego, że jest to w odpowiednich warunkach dobra przyjemność. I z tej przyjemności dla większego dobra warto zrezygnować. Mnie takie argumenty zdecydowanie bardziej przekonują. Sądzę, że z dziećmi, które nie wyrobiły w sobie automatycznego strachu przed mocą szatana, jest podobnie.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Laetare

Dziś czwarta niedziela Wielkiego Postu. Niedziela zupełnie wyjątkowa, bo choć nadal nie śpiewa się podczas mszy uroczystego Alleluja, to jednak jest to niedziela radości w środku zadumy przygotowującej nas do Wielkanocy. W tym dniu ksiądz może założyć różowy ornat zamiast fioletowego, co symbolizuje właśnie tę radość.

Moja córka wybrała sobie ciekawy dzień na przyjście na świat. Urodziła się w Wielkim Poście, okresie smutku i zadumy, ale akurat w tę niedzielę, która jest niedzielą radości. Poród nie trwał długo, choć, zgodnie z reakcją i relacją żony był nieco bardziej męczący niż poprzedni. Ale córeczkę mamy śliczną. Patrzyłem na nią dziś w szpitalu przez długą chwilę i nie mogłem powstrzymać wzruszenia. Cieszę się, że jest już z nami, po tej stronie brzucha. Mam tylko nadzieję, że dogada się z bratem, gdy wróci do domu.

„Lætáre, Ierúsalem, et convéntum fácite omnes qui dilígitis eam: gaudéte cum lætítia, qui in tristítia fuístis: ut exsultétis et satiémini ab ubéribus consolatiónis vestræ. Lætátus sum in his quæ dicta sunt mihi: in domum Dómini íbimus.”

„Wesel się, Jeruzalem! A wszyscy, którzy ją miłujecie, śpieszcie tu gromadnie. Cieszcie się i weselcie, którzyście się smucili, radujcie się i nasyćcie się z piersi pociechy waszej. Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pańskiego.”

Radujcie się więc razem ze mną moim szczęściem! I módlcie się o zdrowe życie duchowe dla mojej pięknej panienki…

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 3 Komentarze