Monthly Archives: Maj 2015

Kalejdoskop

Chłopak nie był przekonany o słuszności swojej decyzji. Korzystając jednak z okazji, że na weekend był w domu – bo nie należał do szczęśliwych studentów posiadających własny sprzęt elektroniczny – zalogował się na Allegro i wpisał w wyszukiwarkę słowo „kalejdoskop”. Wyskoczyło kilka propozycji, zainteresował się jedną z nich. Kalejdoskop wodny, typowe rękodzieło. Odetchnął trzy razy głęboko, następnie kliknął w odpowiedni przycisk i magiczna dziecięca zabawka była już jego.

KalejdoskopTak naprawdę nie do końca jego. Nie tak dawno pożyczył od koleżanki ze studiów książkę, taką, którą czytała zamiast uważać na wykładach, a w tej książce przeczytał również kilka zrobionych ołówkiem na marginesie dopisków. Jeden z nich, „Chciałabym mieć kalejdoskop”, wpłynął na decyzyjność chłopaka. Wtedy chłopak postanowił kupić kalejdoskop i dać go dziewczynie.

Nie z nią jednak był umówiony na następne popołudnie. Tu pojawiał się dylemat, który dręczył go od pewnego czasu. Kiedyś bowiem chłopak chciał poznać wierzącą kobietę i z nią założyć rodzinę. Marzył o tym już jako dwunastolatek, przez co zraził do siebie swoją ówczesną sympatię. Marzył w liceum, ale jego dziewczyna nie była gotowa na ślub po maturze. Potem postanowił oddać się Bogu na służbę, ale ksiądz przełożony nie odniósł wrażenia, jakoby ten się do tego nadawał. Marzenia o ślubie wróciły więc, ale i kolejna ukochana nie podzielała jego pociągu do szybkiej żeniaczki. Później jednak coś pękło.

Chłopak miał dość nieudanych związków i dziewczyn, które boją się poważnych decyzji. Postanowił więc spędzić dalsze życie na zabawie. Przyjemności codzienności, bezczelny podryw, a także rozwój kariery politycznej, poczynając od zdobycia władzy w samorządzie studenckim i podjęcia współpracy z parlamentem studentów. Takie były zacne plany, a że były niezwykle przyjemne, to tym lepiej. Ona – ta od kalejdoskopu – była drzazgą wbijającą się niemiło w sielski krajobraz. Wyglądało, że była wierząca, mądra, i że dążyła do stworzenia rodziny opartej na Bogu. I on – chłopak – mógłby jej to zapewnić, jeszcze pół roku wcześniej. Zabiłby się za to – wtedy, nie teraz. Teraz chciał czerpać przyjemność i nie przejmować się duchowym rozwojem, nie mówiąc już o rozwoju rodzinnym.

Dlatego umówił się z dziewczyną, którą poznał na juwenaliach dzień wcześniej. Umówił się z nią i poszedł do niej, doskonale wiedząc co będą robić. Chciał się bawić, a nie łączyć w związki na całe życie. A dziewczyna, z którą się umówił, nadawała się do zabawy. Nie myślał wtedy, że zachowuje się wstrętnie wykorzystując kobietę. Chciał się bawić, to wszystko.

Siedzieli razem na kanapie i po krótkiej wymianie zdań przeszli do przyjemności. Zaczął od złożenia pocałunku na jej ustach. Ale szybko przeszedł niżej, na szyję, kierował się w dół…

Telefon!

Nie jej. Zatem jego. Leży na stoliku i dzwoni. Pierwsza myśl: odrzucić połączenie. Przecież tak właśnie trzeba zrobić, odrzucić. Naiwniacy na filmach włączają się w dysputy z kumplami, tracąc możliwość zdobycia dziewczyny. Z tyłu głowy pojawiła się jednak druga myśl: „Odbierz”. Coś w rodzaju próby ratowania go – przed czym? Nie miał pewności. Spojrzał na wyświetlacz. Kolega z liceum. Nie mieli kontaktu od… od ilu? Od kilku lat. Czego chciał?

Odrzucił. Uśmiechnął się do dziewczyny i wrócił do przyjemniejszych zajęć.

Miesiąc później wciąż się z nią spotykał. Druga dziewczyna, ta dla której zamówił kalejdoskop, wciąż przewijała się obok niego na uczelnianym korytarzu i wciąż budziła niepokój, jakby krzyczała w jakiś tajemniczy, niesłyszalny sposób: „Jestem twoją jedyną nadzieją na lepsze życie”. Ale było już za późno. Niewierząca, skrzywdzona przez niego dziewczyna z juwenaliów ze łzami w oczach pokazała mu test ciążowy. Teraz chłopak musiał wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Musiał ożenić się i wychować dziecko kobiety, z którą nie mógł być szczęśliwy. Co do której nawet nie miał pewności, czy będzie w stanie ją pokochać. Gdyby dało się cofnąć czas…

Włączył radio. Wsłuchał się w słowa piosenki Budki Suflera:

Ratujmy co się da
Obróćmy jeszcze raz
Kalejdoskop

Wyjął z szuflady zabawkę, której nigdy nie ofiarował dziewczynie, która miała go dostać. Przybliżył otwór do oka i przekręcił sprzęt w rękach.

Za horyzontem wielka korona gór
Na karoserii różowieje kurz
Odsuwasz dach, w rękę łapiesz wiatr
Powiedz prawdę, ile lat mnie kochasz?

Telefon!

Nie jej. Zatem jego. Leży na stoliku i dzwoni. Zdziwił się. Rozejrzał. Tak, właśnie przerwał sobie całowanie dziewczyny po szyi. Ogarnęło go jeszcze większe zdziwienie. Chwycił telefon do ręki. Na wyświetlaczu: kolega z liceum. Odrzucić? Nie. Odebrał.

„Cześć. Podobno uczysz się japońskiego!” – głos kolegi surrealistyczny, jak zresztą wszystko wokół. Jak to się stało? – „Chciałem pokazać dzieciakom z którymi pracuję jak się liczy do dziesięciu po japońsku”.

„Ichi. Ni. San. Shi. Go…” – Chłopak wymieniał. Wymieniał i uspokajał się. Tak ma być.

Więcej się z dziewczyną z juwenaliów nie spotkał. Kalejdoskop dał tej, która miała go dostać. Postanowił rzucić szczeniackie rozrywki i studenckie życie. Postanowił porzucić polityczne aspiracje. Teraz mógł pokochać prawdziwie i z wiarą.

Wyjechali razem do Szkocji.

Na kilka miesięcy – takie było założenie. Na dwa dokładnie, na czas wakacji. Żeby trochę zarobić i wrócić na nowe już studia jako kasiaści ludzie. Tam zaręczyli się. Niestety pracę trudno było znaleźć. Trafiła się jedna, nawet ciekawa. Ale na pół roku co najmniej. Chłopak początkowo wiedział, że nie może jej przyjąć. Przecież jest tu z kimś ważnym i z tym kimś ważnym musi później wrócić do Polski, na studia. Chyba, że ten ktoś zostałby z nim w Szkocji. Mogliby zacząć studia od kolejnego roku, a przedtem nieco się wzbogacić.

Zdecydował, że zostanie. Ale ona nie miała takiego zamiaru. Nie była problemem nawet jej wola, ani chęć – czy pozorna konieczność – skończenia studiów. Problemem było to, że była jeszcze dość młoda, w dużym stopniu zależna od rodziców i pewna, że jeśli postanowiłaby zostać na dłużej, jej ojciec osobiście wsiadłby w samochód i przyjechał, żeby zabrać ja do domu. Spakowała się więc i pojechała. On został w Szkocji, obiecał, że wróci. Wkrótce wróci.

Pół roku nie wystarczyło, żeby się dorobić, został więc na dłużej. Pisał czasem do dziewczyny, teraz już narzeczonej, szukał kontaktu. Coraz rzadziej jednak. Aż pewnego dnia dostał pocztą kopertę. W środku zaproszenie. Jego narzeczona brała ślub z innym facetem. W zaproszeniu tekst piosenki:

Droga ucieka, noga już ciężka jest
Opór decha i z oczu znika sen
Będzie nam najbliższych czasem brak
Spalone mosty to najlepszy w życiu start

Chłopak rozejrzał się wokół. Kalejdoskop stał na półce. Ukochana nie wzięła go ze sobą, widocznie zapomniała. Pewnie miała zapomnieć. Wziął zabawkę do ręki, przybliżył otwór do oka i przekręcił.

Ratujmy co się da
Obróćmy jeszcze raz
Kalejdoskop

DłonieNiestety pracę trudno było znaleźć. Trafiła się jedna, nawet ciekawa. Ale na pół roku co najmniej. Chłopak nie wahał się. Przyjechali zarabiać tu pieniądze, ale zdobył coś więcej – nadzieję na dobrą przyszłość. Wiedział już, że jeśli zostanie w Szkocji, nie wróci do narzeczonej, nie weźmie z nią ślubu, poświęci się tylko zbijaniu fortuny. Podziękował więc pracodawcy. Wrócił z narzeczoną do domu bez grosza, ale pozostali już razem.

Wzięli ślub rok później. Mieli razem trójkę dzieci. Później mieli ich więcej.

Kalejdoskop tak naprawdę nie miał magicznych mocy.

Chłopak podjął po prostu dwie dobre, choć trudne i mało przyjemne decyzje. Gdyby kalejdoskop działał jak trzeba, zmieniliby więcej rzeczy. Wzięliby ślub wcześniej. Po co czekać rok? Bardziej by się usamodzielnili. Sami zorganizowaliby sobie obiad poślubny. Wiele rzeczy mogłoby wyglądać inaczej. Ale nie wygląda. Jest dobrze tak, jak jest – bo dobre decyzje doprowadziły chłopaka do spełnienia jego największego marzenia. Do założenia wierzącej, dojrzałej rodziny i bardzo mądrą i piękną kobietą. Chłopak nigdy nie żałował, że odebrał telefon. I nigdy nie żałował, że nie został w Szkocji na pół roku. Cieszy się, bo kocha i jest kochany. Dzięki temu też może być szczęśliwy.

Wóz tnie powietrze, jak nóż weselny tort
W najbliższym mieście każę obudzić dzwon
Za marzenia słono płaci się
Lecz życie tak niepowtarzalne jest

Wyciągasz palce wtedy, gdy zmieniam bieg
Gdzieś zniknął pancerz, który krępował mnie
Wolność ma tak śmiesznie słony smak
Mnie też żal tamtych, zakręconych lat

Ratujmy co się da
Obróćmy jeszcze raz
Kalejdoskop

To jest notka numer 300. Zgodnie z tradycją wpisów setkowych jest notką comming-outową. Od chwili, gdy chłopak i dziewczyna zostali parą, mija w tym miesiącu osiem lat. Mam nadzieję, że przed nimi jeszcze o wiele więcej. Że będzie o czym pisać.

Za horyzontem niepewność czeka nas
Gnamy jak pocisk prosto w objęcia dnia
odsuwasz dach i w rękę łapiesz wiatr
Powiedz mi prawdę, ile lat mnie kochasz!

____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:

1. Kalejdoskop, za: http://awilewski.pl/?p=1011

2. Splecione dłonie, za: https://itiswrittenforyou.wordpress.com/2012/12/03/never-again/beautiful-lovers-couple-hold-hands-girl-boy-cute-adorable/

Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 2 komentarze