Monthly Archives: Luty 2013

Jak zachęcać do wyrzeczeń wielkopostnych

W zeszłym tygodniu, przebywając z Małżonką w jej rodzinnym mieście, wybraliśmy się na mszę. Usłyszałem tam kazanie skierowane do dzieci przez proboszcza przybytku. Kazanie owo oburzyło mnie podobnie, jak większość kazań tegoż księdza, choć tym razem Małżonka nie zgodziła się ze mną. Ksiądz przekonywał dzieci, że należy podejmować wyrzeczenia wielkopostne. Miał oczywiście rację – wyrzeczenia wielkopostne to bardzo ważny element przeżywania przygotowania do Zmartwychwstania Pana. Można jednak zachęcać do wyrzeczeń w sposób lepszy, albo w sposób gorszy.

Podczas kazania ksiądz zapytał dzieci, czy mają w domu internet. Chciał namówić je do wejścia na stronę diecezji. Jedno z dzieci odparło, że mają internet, bo są gry w internecie. Stwierdzenie wywołało wesołość w świątyni, jednak na twarzy proboszcza owa wesołość nie wystąpiła. Ksiądz zaczął bowiem przekonywać dzieci, że rezygnacja z gier w internecie jest bardzo dobrym wyrzeczeniem na okres Wielkiego Postu. Padło kilka argumentów, między innymi to, że gry komputerowe niczego nie wnoszą w nasze życie, tylko zabierają czas. Gdy zaś przypomniano o szatanie, który kusił Jezusa na pustyni, proboszcz wspomniał o tym, że szatan również nas kusi do złych rzeczy, na przykład do grania w gry internetowe. Podobny sposób nakłaniania do wyrzeczeń mnie oburzył, moje oburzenie oburzyło jednak moją Małżonkę, która z proboszczem się zgodziła. Ja nie mogłem się z nim zgodzić – nie tylko dlatego, że lubię grać w gry w internecie. Wyjaśnię za chwilę dlaczego.

Po pierwsze, jeśli uważamy, że coś jest z gruntu złe, nic nie wnosi, tylko marnuje czas, to nie możemy namawiać do rezygnacji z tego w okresie Wielkiego Postu. Sam pamiętam sytuację, gdy jeden mój znajomy, nieżonaty, zdecydował się w okresie Wielkiego Postu wyrzec seksu. Tego typu wyrzeczenie jest bez sensu, ponieważ współżycie pozamałżeńskie jest grzechem i należy z niego zrezygnować natychmiast w całej rozciągłości, a nie odmówić go sobie na 40 dni. Podobnie ma się sytuacja jeśli chodzi o gry: skoro uważam, że gry nic nie dają, że to szatan przekonuje nas do grania w gry, to należy natychmiast zakazać grania i przekonać dzieci o grzeszności tego procederu, zamiast namawiać do rezygnacji z grania w okresie Wielkiego Postu.

Po drugie możemy jednak założyć, że granie w gry nie jest złem samym w sobie. Podobnie jak złem nie jest alkohol jako taki, złe jest jedynie niewłaściwe i nadmierne picie. Gry komputerowe to sposób rozrywki, oczywiście wciągającej i uzależniającej, ale nie wyłącznie marnującej czas. Sam obserwuję mojego syna, który ma pozwolenie na granie na komputerze po kilkadziesiąt minut raz na kilka dni i widzę, jak go to rozwija (np. doskonali umiejętności koncentracji i kojarzenia faktów w grze, w której trzeba trafić i zbić kilka kulek o tym samym kolorze). Że przytoczę przy tym fragment tekstu z niezastąpionej Wikipedii: „Gry komputerowe niezaprzeczalnie wywierają znaczący wpływ na gracza. W przypadku regularnej gry dochodzi do przekształceń w mózgowiu na skutek uzależnienia; zarazem jednak ćwiczą one zdolności manualne przydatne w karierze zawodowej, ćwiczą szybsze podejmowanie decyzji w prawdziwym życiu, a w niektórych okolicznościach poprawiają u graczy umiejętność rozróżniania odcieni szarości. Niektóre gry są wykorzystywane także w celach terapeutycznych, na przykład do zwalczania depresji. Dzieła interaktywnej rozrywki mogą też służyć do ćwiczenia zdolności logicznego myślenia i wnioskowania, a także rozwiązywania problemów metodą prób i błędów; ich walory edukacyjne są wykorzystywane przez wojsko”. Gry uzależniają, dlatego należy koniecznie ograniczać dostęp do nich zarówno dzieciom, jak i sobie. Jednak również rozwijają najróżniejsze umiejętności. No i oczywiście dostarczają rozrywki. Nie są więc złe jako takie. To sprawia, że można poświęcić się i zrezygnować z grania w okresie Wielkiego Postu. Pod warunkiem, że nie jest się jeszcze uzależnionym – wówczas należy przejść na odwyk, jak w przypadku alkoholu.

By przekonać kogoś do wielkopostnych wyrzeczeń, np. rezygnacji z grania w gry, picia alkoholu, jedzenia fast-foodów, należy najpierw podkreślić, że te rzeczy nie są złe. Wyrzekamy się korzystania z czegoś dobrego czy neutralnego dla większego dobra. Kiedyś napisałem notkę o mojej dobrowolnej abstynencji, właśnie w tym kontekście. Oczywiście ciężko zrezygnować z czegoś przyjemnego, ale właśnie o to chodzi w wyrzeczeniach wielkopostnych. Na kazaniu skierowanym do dzieci widzę młodego księdza, pozbawionego uprzedzeń do gier komputerowych, być może osobiście grającego. Mówiącego o swoim własnym wyrzeczeniu, które podjął, rezygnując z gier. Przekonując dzieciaczki, że dla dobrego przygotowania do Wielkanocy warto zrezygnować z czegoś, co się lubi. Że można dzięki temu odkryć inne atrakcyjne kwestie, jak czytanie książek. Że granie, jedzenie słodyczy, McDonaldów, picie kakao, czy – u osób dorosłych – kawy czy piwa jest bardzo przyjemne, może być interpretowane jako dobre, a przynajmniej jako neutralne, ale rezygnacja z tego na czas określony lub, w skrajnych przypadkach (jak moja abstynencja) nieograniczony prowadzi do wyższego dobra.

Podsumowując: uważam, że rezygnacja z gier komputerowych na okres Wielkiego Postu jest bardzo dobrym pomysłem. Nie dlatego jednak, że gry nie służą niczemu, poza stratą czasu i szatan osobiście namawia nas do grania w okresie Wielkiego Postu, lecz dlatego, że jest to w odpowiednich warunkach dobra przyjemność. I z tej przyjemności dla większego dobra warto zrezygnować. Mnie takie argumenty zdecydowanie bardziej przekonują. Sądzę, że z dziećmi, które nie wyrobiły w sobie automatycznego strachu przed mocą szatana, jest podobnie.

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Kościół wypróżniony

Miłym zaskoczeniem okazał się dla mnie 1 stycznia, gdy przyszedłem do kościoła na święto obowiązujące, a kościół wypełniony był po brzegi. W dniu po Sylwestrze! Zastanawiałem się, co skusiło tych wszystkich ludzi, którzy zwyczajowo przychodzą w Boże Narodzenie i Wielkanoc, zwlec się na mszę w Nowy Rok. Bo przyznać trzeba, że w zwykłą niedzielę rzadko ogląda się takie tłumy.

To jednak chwalebny wyjątek od smutnej reguły, która wynika poniekąd z dobrych przemian Kościoła. Kościół się powoli zmienia, stopniowo liberalizuje, zwłaszcza od Soboru Watykańskiego II wychodzi z Bogiem do ludzi. Wielu tradycjonalistów potępia te ruchy, neguje przyjmowanie Komunii na rękę czy na stojąco, spożywanie Krwi Chrystusa, nawet mszę w językach narodowych. Ja, jako tradycjonalista zagorzały (pierwsza Komunia przyjęta była do rąk, na stojąco – bo w czasach Chrystusa przy stole się nie siadało – pito ze wspólnego kielicha i mówiono w rodzimym języku – a zapisano to po grecku, nie po łacinie) jestem też wielkim zwolennikiem Soboru Watykańskiego II i liberalizacji w Kościele. Liberalizacja ta bowiem jest nie tylko nie w smak tradycjonalistom, ale też kościelnym i pozakościelnym liberałom. Liberałowie chcieliby reform, które doprowadziłyby do zaakceptowania małżeństw homoseksualnych, kapłaństwa kobiet, dopuszczenia do sakramentów zagorzałych grzeszników i wpuszczenia do Kościoła wszystkich, którzy chcieliby żeby ktoś ich przytulił, pod warunkiem, że będą mogli żyć i myśleć po swojemu. Dla liberałów odarcie liturgii ze średniowiecznej mistyki – która moim zdaniem czasem jest miła dla oka i ucha, częściej jednak zaburza właściwy odbiór treści liturgicznej – czyli włączenie wiernych w celebrację i wprowadzenie języków zrozumiałych, jest wyłącznie pretekstem do wzmożenia kłótni o władzę kleru i niesprawiedliwość Kościoła. Liberalizacja w Kościele nie jest bowiem wystarczająca dla liberałów, ani ich grzeje, ani ziębi, a jedynie udostępnia narzędzia walki.

Dosięgnęły nas głosy osób, które bardzo żałują, że sprzeczają się z Kościołem. Chcieliby bowiem należeć do wspólnoty, która ich akceptuje, obdarza szacunkiem i utula w cierpieniach. Wspólnota ta jednak nie pozwala im na własne myślenie, czyli na niezgadzanie się z jej założeniami. Mnie to ostatnie wcale nie dziwi. Jeśli ktoś bowiem chce należeć do jakiejś wspólnoty, powinien przede wszystkim przyjąć w tej wspólnocie panujące zasady. Chcę należeć do harcerstwa – zobowiązuję się do niepicia alkoholu, do niepalenia papierosów. Oczywiście nie muszą mnie złapać. Jednak nieuczciwością wobec harcerstwa jest to, że przynależę do niego nie przestrzegając jego zasad. Nieuczciwością wobec Kościoła jest to, że należę do niego, negując panujące w nim zbiory praw i obowiązków. Nieuczciwością jest żądanie od Kościoła przywilejów (daj mi ślub i chrzest dla dziecka, albo najlepiej odwrotnie), bez spełniania obowiązków i przestrzegania przepisów. A w ludziach dziś coraz częściej pojawia się podobne pragnienie. Widzą Kościół jako centrum usług polegających na wypełnianiu polskich tradycji (dziecko trzeba ochrzcić, ślub trzeba wziąć). Wpadają w furię, gdy każą im za te usługi płacić – przecież i tak muszą wydać majątek na chrzciny czy wesele. Kościół powinien dać sakrament każdemu i dać go za darmo.

Podobnie ostatnio jest w kwestii Komunii świętej. Nie chodzi tylko o Pierwszą Komunię, lecz ogólnie o dostęp do sakramentu Eucharystii. Pojawiają się ruchy walczące o możliwość przyjmowania Ciała Chrystusa przez żyjących w ponownych związkach rozwodników, aktywnych homoseksualistów, itp. I ponownie pojawia się argument, że oni mają prawo, a Kościół ma obowiązek.

Kościół stoi jednak na filarach Ewangelii. Kościół opiera się na Listach Pawłowych. Kościół został zbudowany na Prawie i Prorokach. Kościół powstał na fundamencie, którym jest sam Chrystus Pan. Chrystus nie był zaś żadnym liberalnym oszołomem. Miał poważne myślenie, stawiał trudne warunki i ciężkie do spełnienia obostrzenia. Paweł, natchniony przez Niego pisał, że kto niegodnie przyjmuje Ciało, ten jest winien przelewu Chrystusowej Krwi. To oznacza, że Kościół nie ma obowiązku. Kościół jest strażnikiem sakramentów, dogmatów, wiary chrześcijan. Dogmaty są prawdami przekazywanymi przez Kościół i ten, kto nie chce ich przyjmować, nie należy do Kościoła. Ten, kto chce mieć za darmo nic z siebie nie dając, bo podobno mu się należy, nie należy do Kościoła. Ten, kto współżyje niegodnie, nawet z własną żoną, kto nie przestrzega zasad Kościoła dotyczących współżycia pozamałżeńskiego czy antykoncepcji i świadomie uważa, że ma do tego prawo, nie należy do Kościoła.

Kościół się opróżnia. Więcej. Kościół się wypróżnia. Odchodzą liczni popularni, niegodni sprawowanego urzędu sakramentalnego kapłani. Wchodząc w szeregi liberałów walczących o prawa homoseksualistów, biorąc śluby w urzędach, najlepiej udowadniają, gdzie przynależą i dlaczego o Kościele nie mają zielonego pojęcia. Odchodzą liczni niegdyś wątpiący wierni, którym wydaje się, że muszą odsunąć się od Kościoła, bo on nie jest taki, jak oni by chcieli. Oni przemyśleli i nie znajdują dla siebie miejsca. Niektórzy wrócą po chrzest dla dziecka. Kościół go udzieli, jeśli spojrzy przychylnie na dziecko, ale nie dlatego, że komukolwiek się cokolwiek należy. Inni nie wrócą z założeniem, że dziecko powinno wybrać samo, jak będzie starsze. Oczywiście dziecko wybierze za rodzicami drogę wygodną i zbyt szeroką, by dojść do Królestwa Bożego. Chyba, że coś pomoże mu się zbuntować.

Niedługo Kościół, przynajmniej ten w Europie, będzie wypróżniony. Pozostaną jednostki wierne wspólnocie, do której chcą należeć. Przyjmujące i rozumiejące dogmaty, przyjmujące i rozumiejące Ewangelię. Pozostali sobie pójdą. Niektórzy będą kąsać. Dla Kościoła kąsanie zawsze było komplementem. Smacznego! I dobranoc. Jak będą chcieli, to wrócą. Ale na warunkach Kościoła, a nie na swoich warunkach.

Pod warunkiem, że nowy papież nie będzie jakimś liberałem. Wtedy będzie nam potrzebna rzesza świętych Franciszków…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 2 Komentarze