Monthly Archives: Lipiec 2014

Co wolno wojewodzie?

Pozostańmy dziś w tematyce prawa, ale zajrzyjmy do niego od innej strony. Ostatnio zastanawialiśmy się nad tym, czy prawo naturalne jest ważniejsze od prawa stanowionego i czy na przykład lekarz może odstąpić od wykonania czynu nakazanego prawem, ale niezgodnego z prawem naturalnym. Dziś chciałbym zadać i odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób prawo obowiązuje istniejącą władzę. Popularne bowiem jest wśród rządzących nami polityków stwierdzenie, że katolikiem (czy szerzej – osobą wierzącą) można być sobie prywatnie, ale jeśli rządzi się państwem (miastem, gminą, itp.), swoje wierzenia należy zostawić w domu. Próbuję sobie wytłumaczyć jakoś to zjawisko i od niedawna pojmuję, że może tu wchodzić w grę takie myślenie, jak na przykład w kwestii hobby. Załóżmy, że prezes firmy zbiera klocki lego. Jednak kiedy przychodzi do biura, nie kieruje się swoją pasją, ma zdecydowanie inne rzeczy na głowie i nie może podejmować decyzji związanych z firmą na podstawie swoich zainteresowań. Albo kobieta, która do biura dojeżdża na rolkach, przed wejściem do pracy zdejmie legginsy i założy spódnicę. Takie życie – to co w domu, to w domu. To co w pracy, to w pracy. Niestety, to myślenie jest błędne gdy chodzi o wiarę.

Dobro i złoReligia której bowiem człowiek jest wyznawcą to nie tylko swego rodzaju osobiste zainteresowanie. W ramach religii występuje także wiara w jakiś wyższy byt, jak również wyznawane wartości. To dotyczy każdej religii, nie tylko chrześcijaństwa, a wyznawane wartości są tu słowem kluczowym. Wartości bowiem, które się wyznaje, przekładają się na życie. Nigdy nie było inaczej – jeśli ktoś prywatnie nie kopie kotów, to nie robi tego także publicznie tylko dlatego, że swoje przekonania zostawił w domu. Przekonań nie zostawia się w domu i każdy trzeźwo myślący człowiek dojdzie do tego wniosku. Człowiek, który prywatnie pomaga sierotom, będzie pomagał im także publicznie, chyba że jest zakłamanym dwulicowcem. Arab, który nie je wieprzowiny w swoim domu nie tknie jej także na oficjalnym przyjęciu. I tak dalej, przykłady można by mnożyć. Co więc zmienia się w przypadku spojrzenia na katolików? Coś sprawiło, że od lat stanowią oni polityczny i medialny wyjątek od reguły. Jeśli jesteś katolikiem, swoją wiarę i przekonania masz – jak wspomniano – zostawić w domu i nie kierować się nimi na zewnątrz. Tymczasem katolicyzm rzeczywiście jest w jakiś sposób wyjątkowy – nie dlatego, że nie niesie z sobą przekonań przekładających się na życie, lecz właśnie wręcz przeciwnie. Katolicyzm to wiara w to, że Bóg zbawił świat przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, a przekonania które kierują życiem katolika opierają się nie na dziwnych prawach opatentowanych przez głowy myślicieli, lecz na prawie naturalnym, na naturalnym dążeniu do dobra. Podstawowe zasady umieszczone w kodeksie postępowania katolika dotyczą nieczynienia krzywdy, lecz wprowadzania dobra. „Nie zabijaj” pomaga nam nie decydować o mniejszym czy większym złu w przypadku potrzeby zamordowania kogoś, lecz wyraźnie stawia sprawę: nie wolno zabijać ani chorych, ani umierających, ani starych, ani nienarodzonych, ani innowierców. Przykazanie „nie cudzołóż” dotyka oczywistej zasady o pozostawaniu na wyłączność dla swojego męża czy żony, bez zdrad, skoków na boki i wielożeństwa, które muszą wprowadzać rozłam. W samym katolicyzmie nie ma zasad odnośnie zakazów jedzenia czy picia czegoś, albo podcierania się tą a nie inną ręką. Jedyne prawa kierujące życiem katolika dotyczą zbliżania się do Boga – w sposób wybitnie nieinwazyjny – oraz przestrzegania podstawowych ludzkich praw, wynikających z ludzkiej natury.

Zatem katolik jest w prosty sposób zmotywowany do przestrzegania naturalnego porządku rzeczy i tym się ma kierować. Jednak są ludzie, którzy Boga omijają szerokim łukiem, ale żyją dobrze. Słyszałem kiedyś, że choć odrzucają oni trzy pierwsze przykazania, żyją według siedmiu pozostałych. Mogę żałować, że nie chcą oni zbliżać się do Boga, ale muszę docenić ich postępowanie w zgodzie z prawem naturalnym. I rzeczywiście istnieją ateiści czy agnostycy będący kategorycznie przeciw aborcji (to może się niektórym wydawać paradoksem, ale w żadnym razie nim nie jest), a także tacy, którym do głowy nie przyjdzie zdradzenie żony. Mówi się, że mocna wiara w Boga i zbawienie motywuje do przestrzegania praw moralnych i to jest prawda, ale dla niektórych nie jest to warunek konieczny. I odwrotnie – choć odejście od Pana często sprowadza się do rezygnacji z dobra w życiu, to nie musi się tak zdarzyć i nie zawsze się zdarza. Ciekawostką jest jednak inne zjawisko, które obserwujemy w dzisiejszym świecie i które próbuje zdominować opinię publiczną – jest to wspomniany wcześniej nacisk na porzucenie praw moralnych dla „dobra” ludzkiego. Samo z siebie to zjawisko jest już paradoksalne, przecież prawo moralne działa właśnie dla dobra ludzkiego. Nie ma większego ludzkiego dobra niż to zawarte w moralnym prawie naturalnym. Polecenie „nie zabijaj” nie jest dążeniem do mniejszego dobra, niż polecenie „możesz zabijać, jeśli twoja ofiara jest chora lub niepełnosprawna”. Ale media i politycy trąbią dookoła, że prawo moralne należy zostawić w domu, że swoją wiarę i przekonania należy zostawić w domu i w życie publiczne iść z takimi przekonaniami, jakie głoszą media właśnie. Że należy przestrzegać prawa stanowionego nawet gdy jest niezgodne z prawem naturalnym.

Hanna Gronkiewicz-WaltzCo zatem wolno wojewodzie? Co wolno premierowi, prezydentowi kraju czy miasta? O tych rzeczach mogliśmy się przekonać nie raz. Pani Ewa Kopacz, deklarująca się jako wierzący katolik, w sprawie „Agaty” zaś osobiście wskazująca szpital, w którym czternastolatka mogła usunąć swoje całkowicie zdrowe dziecko, które naprawdę nie powstało w wyniku gwałtu (ale w wyniku „czynu zabronionego” – współżycia z dzieckiem poniżej 15 lat), sama uzasadniając swoją decyzję powiedziała, że przekonania katolika nie mogą wchodzić do polityki, że muszą pozostać w domu. Po nastąpieniu aborcji ludzie zastanawiali się nad tym, czy Ewa Kopacz nałożyła na siebie kościelną ekskomunikę, czy nie, o czym już pisałem. Prezydent Komorowski opowiadał się oficjalnie za in vitro, jednocześnie będąc przekonanym, że może sobie spokojnie przystępować do komunii, a żaden z biskupów nie powiedział mu, że jest odwrotnie – nadal sami biegali do niego z Panem Jezusem (więcej u mnie tutaj). Dziś wreszcie sytuacja się powtarza. Nieodwołana w warszawskim referendum prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdejmuje ze stanowiska dyrektora szpitala Świętej Rodziny profesora Bogdana Chazana. Robi to, ponieważ ten odmówił aborcji kobiecie z niepełnosprawnym dzieckiem i nie udzielił jej informacji o tym, gdzie mogłaby tej aborcji dokonać. Sama Gronkiewicz-Waltz jednocześnie od wielu lat podkreśla swój katolicyzm, swoją przynależność do Odnowy w Duchu Świętym, swoje przywiązanie do Jana Pawła II. Jej wypowiedzi w tym temacie mogą być przez niektórych uważane wręcz za fanatyczne. A jednak tak, jak brakiem kompetencji i logicznego myślenia, pani prezydent cechuje się również brakiem tego przywiązania, brakiem przywiązania do – podobno wyznawanych – zasad moralnych. Z jej toku rozumowania wynika, że ma swoje bardzo poważne przekonania, ale jako prezydent Warszawy ma obowiązek przestrzegać obowiązującego prawa. Wielokrotnie udowodniono już, że prawo to obowiązuje tylko medialnie, nie było bowiem podstaw prawnych do usunięcia doktora Chazana ze stanowiska dyrektora, ale prawo medialne okazało się ważniejsze zarówno od prawa moralnego, jak i stanowionego. Podobnie przecież było w przypadku czternastoletniej Agaty, której ciążę zakończono ze względu na medialną nagonkę i była to pierwsza aborcja, której przyczyną był „czyn zabroniony” nie będący gwałtem.

Ale nie to wolno wojewodzie. Wojewoda czy prezydent katolik ma w pierwszej kolejności obowiązek przestrzegania prawa naturalnego. Prezydent Warszawy czy minister zdrowia podający się za katolików mają w pierwszej kolejności bronić prawa do życia – każdego życia – a nie walczyć o możliwość zabicia, a w przypadku niedokonania owego – zwalniać prawego moralnie lekarza. Dlatego dziś oczekuje się mocnego, głośnego wezwania biskupów w stronę pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, która udowadnia, że katoliczką za bardzo jednak nie jest. Nie żyje tym, w co wierzy. I my wszyscy musimy pamiętać, że jeśli jesteśmy katolikami, jeśli znamy prawo moralne, musimy przestrzegać go zawsze, w każdym momencie życia. Wejście w politykę, w życie medialne, studia medyczne i żadną inną dziedzinę nie upoważnia nikogo do łamania prawa moralnego. A my oczekujemy na takich polityków-katolików, którzy za priorytet postawią sobie przestrzeganie prawa moralnego w państwie, w którym żyjemy.

Nie wolno wojewodzie, ani tobie, smrodzie!
____________________________________

We wpisie zastosowano następujące ilustracje:
1. Dobro i zło – grafika za: http://roznice.com/swiat-nauki/roznice-miedzy-etyka-a-moralnoscia/
2. Hanna Gronkiewicz-Waltz, za: http://www.se.pl/wydarzenia/warszawa/warszawiacy-chca-odwoac-prezydent-hanne-gronkiewicz-waltz_320360.html

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 komentarze